Z Archiwów IPN, cz 1: FŁT „pod czujnym okiem” SB i obcych wywiadów

Historia
Czcionka

Przed miesiącem na łamach Głosu Kraśnickiego ruszyliśmy z nowym cyklem artykułów pod hasłem "Z Archiwów IPN". Prezentujemy w nim artykuły historyka Dominika Szulca, pracownika Instytutu Historii im. Tadeusza Manteufla Polskiej Akademii Nauk, dotyczące niezwykle ciekawych, nieznanych szerzej i nie zbadanych dotąd dokładniej wątków powojennej historii Kraśnika. Bohaterem drugiego artykułu z tego cyklu, który odnaleźć można w aktualnym wydaniu gazety, jest "kraśnicki James Bond” - pochodzący z Kraśnika szpieg wywiadu PRL. Na portalu zapraszamy natomiast do lektury pierwszego z artykułów dotyczącego zainteresowania kraśnicką FŁT Służby Bezpieczeństwa i obcych wywiadów.

FŁT „pod czujnym okiem” SB i obcych wywiadów

Możliwość wyjazdu na Zachód była w PRL nie lada „gratką”. Pracownikom FŁT w Kraśniku możliwość taka na większą skalę otworzyła się na przełomie lat 60. i 70., gdy rozpoczęto zakupy parku maszynowego, którego nie posiadały państwa socjalistyczne. Dominowały maszyny sprowadzane z RFN i Austrii, a wskutek braku podobnego sprzętu w całym bloku wschodnim jego zainstalowanie wymagało licznych przyjazdów montażystów cudzoziemskich. Nie umknęło to uwadze SB.

Jeszcze w 1966 r. w FŁT założono Zakład Doświadczalny Przemysłu Łożyskowego, jedyny taki w PRL. Fabryka wymagała więc szczególnej ochrony, głównie przed szpiegostwem przemysłowym na rzecz państw NATO.

Dla realizacji tej ochrony SB przyjęła różne rozwiązania. Jeszcze w 1968 r. zwerbowano jako TW inżyniera z Zakładu Doświadczalnego, znającego język angielski, którego celem było informowanie SB o zachowaniu pracowników FŁT podczas wyjazdów zagranicznych. Chodziło o uniknięcie ich werbunku przez obcy wywiad. Tylko między 1971 a 1974 r. pracownicy FŁT wyjechali zagranicę w celach zawodowych aż 75 razy. Najczęściej do RFN, Libanu, Francji i Włoch. SB podjęła wobec pracowników FŁT także inne działania, jak tajne przeszukiwania ich mieszkań.

Dzięki temu wytypowano potencjalnych zdrajców. Pracownik o inicjałach B.J. po powrocie z RFN zaczął wykazywać zainteresowanie kierownictwem fabryki, a podczas pobytów w Kraśniku obywateli zachodnioniemieckich zintensyfikował kontakt z nimi. Z kolei pracownik K.I. wyjechał do USA, gdzie agenci FBI starali się uzyskać od niego informacje na temat działalności FŁT. 


Zobacz też:
Doktor Dominik Szulc powołany na Społecznego Opiekuna Zabytków w Kraśniku
Zobaczcie folder dotyczący historii kraśnickiego cmentarza parafialnego
Trwa odkrywanie historii kraśnickiego cmentarza parafialnego. Prawdopodobne odbędą się prace ekshumacyjne jednej ze zbiorowych mogił
Przedstawiciele Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego podpowiedzieli, jak szukać swoich korzeni


 Z drugiej strony inwigilacją objęto obcokrajowców przyjeżdżających do Kraśnika. Odbywało się to głównie poprzez tłumaczy i przewodników, którzy towarzyszyli gościom. SB podejrzewało, że uzyskanie kredytu przez zachodnioniemiecką firmę LINN, od której FŁT kupiło piece do nagrzewania pierścieni, związane było z wywiadowczymi zadaniami jej pracowników. Konkretne podejrzenie padło na dwóch pracowników LINNA – Wernera Wickleina oraz Georga Hermensa, którzy przebywali w FŁT odpowiednio 16-krotnie w ciągu 192 dni oraz 17-krotnie w ciągu 44 dni. W tym czasie zbierali oni informacje o kadrze kierowniczo-inżynierskiej fabryki, liczebności załogi i parametrach aparatu do nakładania kulek. Jeden z nich poruszał się po PRL samochodem, szczególnie często wyjeżdżając do Kielc, gdzie fotografował obiekty przemysłowe.

Z kolei przybyli do Kraśnika pracownicy firmy brytyjskiej „Birwelco” starali się zebrać informacje na temat służby wojskowej w Polsce oraz Wojsk Ochrony Pogranicza, dlatego podejrzewano, że pracują na rzecz wywiadu wojskowego. SB doszła także do wniosku, że awaryjność urządzeń SIEMENSA oraz LINNA miała na celu sprokurowanie przyjazdów ich pracowników do FŁT pod pozorem napraw gwarancyjnych, a faktycznie w celach wywiadowczych. Do realizacji tego zadania wciągnięto dwóch inżynierów FŁT, którzy nie dopełnili obowiązku należytego sprawdzenia maszyn jeszcze w RFN, za co otrzymali magnetofony kasetowe. Co ciekawe, nie wyciągnięto wobec nich konsekwencji.

W latach 1971-1974 od prac tajnych w FŁT odsunięto tylko 6 osób. W 1972 r. SB rozwiązała także współpracę z inżynierem z Zakładu Doświadczalnego FŁT. Nie zaprzestano także współpracy handlowej z państwami NATO. Pozwalała ona bowiem na wyjazdy pracownikom FŁT, którzy nieraz podejmowali działalność wywiadowczą w efekcie której udało się uzyskać w brytyjskim koncernie HERBERT B.S.A. fotografie podajników do obrabiarek, dzięki czemu przemysł PRL mógł je sam produkować.

Do współpracy werbowano także cudzoziemców odwiedzających FŁT. Tak stało się z pracownikiem szwedzkiej firmy SANDVIK COROMANT, który przekazał nieznany w PRL przecinak. Kontynuowano również inwigilację pracowników FŁT. W 1980 r. obserwowano nawet dyrektora FŁT Romana Wereszczyńskiego w związku z jego wyjazdem służbowym do Osaki. Operacji tej nadano kryptonim „Japończyk”. To jest już jednak temat na inną opowieść.

 

foto ilustracyjne, źródło "Życie FŁT"