• Appia

Z Archiwum IPN, cz. 2: My name is Kwiatkowski, Roman Kwiatkowski

Historia
Czcionka

Popularne, by nie napisać powszechne nazwisko mojego dzisiejszego bohatera mogło powodować, że pozostał on przez lata postacią niemal lub całkowicie niezauważalną, wręcz anonimową w Kraśniku. Dość stwierdzi, że wciąż mniej o nim wiemy, niż nie wiemy. Jego „rozpoznawalności” z pewnością nie sprzyjała także praca, podjęta daleko poza Kraśnikiem i wymagająca „nie rzucania się w oczy”. Szerzej znamy ją z popularnej serii filmów o agencie Jej Królewskiej Mości Jamesie Bondzie. W polskim wydaniu mit nieuchwytnego agenta wywiadu, choć działającego w zgoła innych „okolicznościach przyrody”, rozpowszechnił kapitan, a następnie major Hans Kloss – „J23”.

Kwiatkowscy nie pochodzili z Kraśnika. Rodzice Romana – Napoleon (ur. 1886) i Marianna z Lipskich (ur. 1885) wzięli ślub w Tucznej koło Białej Podlaski. Choć związki małżeńskie zawierano zazwyczaj w parafii rodzinnej panny młodej w tym przypadku było inaczej, gdyż Marianna pochodziła ze wsi Prochody koło Pińska, dziś leżącej w głębi Białorusi, w którym jednak nie brakowało wówczas aktywnych społecznie Polaków. Nie wiemy dlaczego Kwiatkowscy znaleźli się w Kraśniku. Choć Pińsk po wojnie polsko-bolszewickiej znalazł się w granicach II RP był zrujnowany i odbudowywał się powoli.

Roman przyszedł na świat w Kraśniku 2 stycznia 1928 r. Jego dalsze losy wymagają zbadania, ale pewne jest, że już 1 października 1953 r. rozpoczął służbę w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. I to od razu w jego Departamencie VII, gdzie pod kierunkiem ppłka Witolda Sienkiewicza zaangażowany został w działalność polskiego wywiadu zagranicznego.

Zanim powierzono mu jednak odpowiedzialniejsze zadania skierowano do stołecznego Ośrodka Szkolenia MBP. Ciekawe, że jego dalsza kariera, przynajmniej według oficjalnych akt personalnych, przebiegała tam, gdzie skierowano Sienkiewicza. W 1954 r. ten ostatni został zastępcą przewodniczącego Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego, czyli de facto wiceministrem bezpieczeństwa. Kilka miesięcy później Kwiatkowski był już pracownikiem Komitetu w Departamencie odpowiadającym za wywiad cywilny PRL, gdzie po pół roku przeniesiony został na etat niejawny. Oznacza to, że wreszcie powierzono mu jakieś, nieznane mi jeszcze, poważne zadanie, które wymagało nadania mu nowej, fałszywej tożsamości. Odtąd miał się nią stale posługiwać. Tacy jak on zazwyczaj wysyłani byli zagranicę jako pracownicy jednego z rodzimych przedsiębiorstw handlu zagranicznego. Praca taka powszechnie uważana była za prestiżową, a wykonujący ją agenci mieli prawo czerpać z niej dodatkowe zyski, chociażby w postaci dewiz.


Zobacz też:
Z Archiwów IPN, cz 1: FŁT „Pod czujnym okiem” SB i obcych wywiadów
Dominik Szulc odznaczony brązowym krzyżem zasługi
Doktor Dominik Szulc powołany na Społecznego Opiekuna Zabytków w Kraśniku


Kwiatkowski podlegał płk. Józefowi Czaplickiemu, który co prawda karierę w wywiadzie rozpoczął dopiero wraz z nim w 1953 r., ale już od dawna znany był ze zwalczania podziemia niepodległościowego, zwłaszcza znęcania się nad akowcami. Wraz z Czaplickim Kwiatkowski przeszedł w 1957 r., już w stopniu kapitana, do MSW, gdzie kontynuował swoją karierę wywiadowczą. W sierpniu 1962 r. ślad po nim urywa się, nie dlatego jednak, że zmarł, czy zaginął, ale dlatego, iż powierzono mu obowiązki zakonspirowanego oficera operacyjnego wywiadu cywilnego PRL w ambasadzie w Belgradzie. Musiał być zatem bardzo głęboko zakonspirowany, co było możliwe tylko pod nazwiskiem jakiegoś dyplomaty, za którego się podawał, zapewne średniego szczebla. To zaś utrudnia dokładne wyśledzenie jego losów, choć nie uniemożliwia tego.

Skierowanie na placówkę do Jugosławii musiało mieć znaczenie szczególne, gdyż mowa tu o państwie socjalistycznym, którego przywódca (Josef Tito) jeszcze za życia Stalina poróżnił się z nim, co spowodowało także zamrożenie stosunków polsko-jugosłowiańskich. Skierowanie do Jugosławii, mimo podobieństwa ustrojów, nie oznaczało więc skierowania do państwa sojuszniczego. Z tego samego powodu swoją aktywność w Jugosławii zintensyfikowała CIA. Jednocześnie od 1960 r. nastąpiła normalizacja stosunków polsko-jugosłowiańskich. W efekcie jesienią 1962 r. do Belgradu przyjechało całe kierownictwo polskiego MSZ. Wizytę tę musiała organizować Ambasada PRL. W 1964 r. Polskę odwiedził nawet sam Tito.

Nie wiemy jeszcze dokładnie jaką rolę w kreowaniu tych wydarzeń odegrał Kwiatkowski, wiemy jednak, że pracownicy ambasady w Belgradzie zobowiązani byli do prowadzenia czynności operacyjnych i zdobywania cennych informacji wywiadowczych. Z uwagi na specyficzną sytuację międzynarodową Jugosławii polscy agenci, tacy jak Kwiatkowski, otrzymali pozwolenie na utrzymywanie przyjaznych stosunków z przedstawicielami także państw kapitalistycznych, a w razie potrzeby nawet wymianę informacji z nimi. Szpiegowano nawet dyplomatów innych państw satelickich ZSRR uzyskując informacje o zamiarach tamtejszych partii komunistycznych.

Być może w przyszłości uda się odnaleźć nowe, dotychczas ukrywane dokumenty polskiego wywiadu, które pozwolą powiedzieć więcej o „kraśnickim Bondzie”. 

 

Cykl artykułów pod hasłem "Z archiwum IPN" ukazuje się w Głosie Kraśnickim i Gońcu Gazecie Powiatowej (w każdym pierwszym numerze w miesiącu), a ich autorem jest kraśniczanin dr Dominik Szulc, pracownik Instytutu Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Na portalu prezentujemy je z miesięcznym opóźnieniem. W aktualnym wydaniu wspomnianych gazet odnajdziecie artykuł dotyczący wojennych i powojennych perypetii syna jednego z ułanów 24 Pułku Ułanów.