Bluesowy festiwal powrócił. Wysoki poziom konkursu, nie zawiodły też gwiazdy FOTO

Kultura i rozrywka
Czcionka

{datsopic:19707 left}W sobotę 30 sierpnia Kraśnik stał się na kilkadziesiąt godzin stolicą polskiego bluesa. To wszystko za sprawą reaktywowanego VI Festiwalu Kraśnik Blues Meeting. Nie zawiodły zespoły startujące w festiwalu, muzyczną ucztę zgotowały też gwiazdy. Koncerty trwały do późnych godzin nocnych.

 

O potrzebie reaktywacji bluesowego festiwalu (ostatnia edycja odbyła się 2004 r.) w Kraśniku mówiło się od dawna. Udało się to dzięki zaangażowaniu Irka Muszyńskiego oraz wsparciu samorządu miejskiego i powiatowego.

Tegoroczna edycja odbyła się tradycyjnie na scenie letniej za Centrum Kultury i Promocji. W konkursowej odsłonie wystartowało 9 zespołów zakwalifikowanych przez organizatorów. Jak mówił Sławek Wierzcholski, przewodniczący jury, poziom tegorocznego festiwalu był bardzo wysoki. Oprócz muzyka Nocnej Zmiany Bluesa w jury zasiedli jeszcze: Leszek Cichoński-znzny gitarzysta i muzyk bluesowy, Adam Dobrzyński-redaktor Polskiego Radia, Bartek Abramowicz - klawiszowiec zespołu Pawkin oraz Radek Barczak dziennikarz i muzyk.

Grand Prix festiwalu (nagroda 5 tys. zł) otrzymał zespół DELUXE. Sporo nagród z Kraśnika wywiózł jeszcze zespół FSC HOT ROD, który wiele osób także widziało w gronie faworytów.

A po części konkursowej publiczność rozgrzewały gwiazdy tegorocznego festiwalu. Świetnie w bluesowej konwencji odnalazł się zespół Pawkin, z którym gościnnie zagrali: Leszek Cichoński, znany bluesowy gitarzysta, Sławek Wierzcholski i ?Kudłaty?, czyli Piotrek Mariański, który zagrał główną rolę w teledysku do piosenki ?Blues mieszka w Polsce? Pawkina.

Po Pawkinie zagrała Nocna Zmiana Bluesa, która po latach niebytu znów wspaniale przypomniała się kraśnickiej publiczności. Dużą dawkę muzyki na wysokim poziomie dał także występ grupy Dr Blues & Soul Re Vision & Niki Buzz z którą zagrał też Leszek Cichoński. Ta polsko-amerykańska mieszanka przeniosła Kraśnik w klimat korzeni dobrego klasycznego bluesa i podobnych jemu muzycznych klimatów.

A na koniec prawdziwa petarda, czyli zespół Gang Olsena znany już kraśnickiej publiczności. Ten mocno energetyczny zespół, rozgrzewał lekko zmarzniętą kraśnicką publiczność już po północy.

Szkoda jedynie, że niezbyt wielu kraśniczan zdecydowało się na zabawę w bluesowym rytmie w ostatnią wakacyjną sobotę. Jak widać festiwal potrzebuje czasu, by na nowo zadomowić się w Kraśniku, a jak podkreśla Irek Muszyński, teraz już nie da festiwalowi umrzeć.

Fotorelację z festiwalu mozna obejrzeć tutaj.