Nie rozliczył się z klientem. Sąd kazał mu zapłacić

Na sygnale
Narzędzia
Czcionka

banknoty_rgbIreneusz J. jest prezesem KPWiK od kilku miesięcy. Niedawno spółka podpisała umowę z wykonawcą wielkiej unijnej inwestycji za 61 mln zł. W tym samym czasie w lubelskim Sądzie Okręgowym zapadł prawomocny wyrok dotyczący działalności obecnego prezesa miejskich wodociągów jako radcy prawnego. Sprawa dotyczyła wydarzeń poprzedzających pojawienie się J. u boku burmistrza Włodarczyka w roli jego zaufanego prawnika. Proces wytoczył mu były klient. Dotyczył blisko 50 tys. zł bezprawnie zatrzymanych przez J. Sąd nakazał mu oddać pieniądze, będące własnością jego byłego klienta, wraz z odsetkami. A w roli pełnomocnika prawnego pozwanego Ireneusza J. występował w procesie Paweł Cioch, który jest ... szefem rady nadzorczej KPWiK. Co na to burmistrz miasta?

 

Sprawa sięga jeszcze roku 2002, kiedy to mecenas Ireneusz J. został pełnomocnikiem firmy Italian House Sp. z o.o. z siedzibą w Lublinie. Firma z włoskimi korzeniami zajmowała się nieruchomościami. Mecenas reprezentował spółkę m.in. w sprawach egzekucji należności w stosunku do jej klientów. Tak było w przypadku m.in. firm z Kielc i Olsztyna. Kancelaria mecenasa przekazała komornikom ściągającym należności, by odzyskane pieniądze przekazywali bezpośrednio na adres i konto Kancelarii. Jak się później okazało, działo się to bez wiedzy i zgody firmy, dla której pracował mecenas. Dlaczego tak zrobił? Jak stwierdził w odpowiedzi na pozew pełnomocnik Ireneusza J. mec. Paweł Cioch, to prezes spółki zaproponował ?na co pozwany wyraził zgodę, ażeby zapłata za wynagrodzenia za prowadzone sprawy nastąpiła z wyegzekwowanych kwot." Podczas rozprawy przed Sądem Rejonowym w Lublinie prezes Italian House całkowicie temu zaprzeczył.

 

Dlaczego pieniędze nie spływają

 

Sprawa wyszła na światło dzienne, gdy Italian House wystąpił do komorników z pytaniem czemu pieniądze z egzekucji nie spływają. Komornicy odpowiedzieli, że przecież kwoty wyegzekwowali i przekazali Kancelarii Ireneusza J.

Sprawa dotyczyła pieniędzy odzyskanych 21 razy od maja 2006 do lutego 2010. W sumie było to 49.050,58 zł plus odsetki. Italian Hosue wystąpił więc do Ireneusza J. o zwrot pieniędzy. Ten odmówił gdyż ?przekazane przez komorników kwoty traktował jako częściowe spłaty zobowiązań Powódki wobec niego <>". Mecenas nie wystawiał jednak za sporne egzekucje żadnych faktur, które potwierdzałyby jego roszczenia, a te, które wystawił wcześniej, zostały przez spółkę zapłacone.

 

Nie ma faktur, nie ma akt

 

J. chciał faktury wystawić, ale w piśmie z sierpnia 2010 roku stwierdził, że nie ma takiej możliwości bo wszystkie akta spraw przekazał protokolarnie w 2007 roku konkretnej pracownicy firmy. Takiego protokołu mecenas jednak nie posiadał, a wymieniona pracownica zaprzeczyła temu i oświadczyła, że od 09.2006 r. do 01.2008 r. przebywała na urlopie macierzyńskim i wychowawczym i nie miała możliwości odebrania tych akt.

Zanim sprawa trafiła do sądu, firma próbowała jeszcze mediacji za pośrednictwem Okręgowej Izby Radców Prawnych. Jednak, jak wynika z pozwu, mecenas J. odmówił nawet spotkania z prawnikiem firmy. Sprawę skierowano więc do Sądu Rejonowego w Lublinie Wydział Gospodarczy. Mecenas J. chciał odrzucenia pozwu. Jednak sąd 17 grudnia 2013 roku wydał wyrok, w którym zasądził od niego sporną kwotę wraz z odsetkami. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że sporne kwoty ?zostały bezprawnie zatrzymane przez pozwanego i nierozliczone z powodem" oraz ?(...) pozwany na skutek swojego zawinionego działania poprzez bezprawne zatrzymanie należnych powodowi z tytułu przeprowadzonej egzekucji kwot spowodował powstanie po jego stronie szkody majątkowej".

Mecenas J. odwołał się od wyroku, ale we wrześniu br. Sąd Okręgowy w całości oddalił apelację stwierdzając, że ?nie zasługuje na uwzględnienie". Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, sporne pieniądze wpłynęły już na konto Italian House.

 

Czy jest oryginał?

 

Jest jeszcze jeden wątek całej sprawy. Ustną umowę, w ramach której mecenas miał sobie potrącać wynagrodzenie z odzyskanych kwot, prezes spółki miał rzekomo potwierdzić pisemnym oświadczeniem z 5 maja 2006 r., którego kserokopię mecenas J. dołączył do akt sprawy. Oświadczył też, że oryginał powinien znajdować się w posiadaniu Italian House.

Jednak firma tego nie potwierdziła. Co więcej, jej prezes oświadczył, co potwierdziły w sądzie jego dwie pracownice, że podpis pod dokumentem przedstawionym przez mecenasa J. nie jest podpisem prezesa Italian House. Firma oświadczyła także, że w 2006 roku nie używała już takiego papieru firmowego na jakim sporządzono przedstawiony w sądzie dokument (pozbyła się jednego z telefonów jaki widniał na wcześniejszym druku firmowym). ?Dla Powódki (Italian House-przyp. red) nie ulega wątpliwości, iż pismo zostało sfałszowane". Pełnomocnik mec. J. stwierdził z kolei, że ?takie stwierdzenie jest nieprawdziwe i niepoparte żadnymi dowodami."

?Pismo to zostało sporządzone, podpisane i doręczone pozwanemu w siedzibie spółki przy ul. Hempla 5 w Lublinie przez Dario B." stwierdził mec. Cioch reprezentujący Ireneusza J.. Okazuje się jednak, że w posiadaniu mecenasa jest tylko kserokopia tego pisma, na podstawie której biegły grafolog nie był w stanie stwierdzić, czy to podpis prezesa Italian House. Na dodatek sam prezes włoskiej firmy w sądzie kategorycznie zaprzeczył, by rozmawiał na ten temat z mecanasem J. Nie upoważniał też nikogo do sporządzenia takiego dokumentu. Dokument datowany jest na 4 maja, a jak stwierdził prezes Italian Hosue, w tym czasie był we Włoszech, na co ma dowody, a do Polski przyleciał dopiero 7 maja.

 

Radny do burmistrza

 

Do niedawna mecenasi Ireneusz J. i Paweł Cioch byli radcami Urzędu Miasta. J. występował w imieniu miasta jako oskarżyciel posiłkowy w różnych procesach. W kwietniu br. Ireneusz J. został prezesem Kraśnickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji ? spółki, która zajmuje się dostarczaniem wody i odbiorem ścieków od mieszkańców Kraśnika. W KPWiK szefem rady nadzorczej jest.... mecenas Paweł Cioch. Spółka od jakiego czasu realizuje duży projekt na kilkadziesiąt milionów złotych. O sprawie z firmą Italian House mówi się w Kraśniku od jakiegoś czasu. Niektórzy radni w związku z tym oczekują działań ze strony władz miasta.

- Burmistrz ma szansę udowodnić, że rzeczywiście liczą się w jego przypadku czyny, a nie słowa ? komentuje radny miejski Paweł Świderski. ? Chyba że pan Włodarczyk jest zwolennikiem podwójnych standardów w polityce: jednych dla ?swoich" i ?kumpli", a innych dla reszty kraśnickiego społeczeństwa. Warto też rozejrzeć się wokół siebie, rozliczając innych."- dodaje Świderski

Komentując częste zmiany na stanowiskach szefów miejskich instytucji i spółek, burmistrz Włodarczyk powiedział niedawno, że ??będą dotąd zmiany póki nie będzie najlepszego prezesa, który będzie gwarantował rozwój firmy". Czy jego zdaniem obecny prezes KPWiK to gwarantuje?