Były nieprawidłowości? Sąd rozpatruje protest dotyczący II tury wyborów na Burmistrza Kraśnika

Na sygnale
Narzędzia
Czcionka

protest_wyborczy_sad_BUB_3270Wczoraj, 22 stycznia, w Sądzie Okręgowym w Lublinie, ruszyła sprawa dotycząca rzekomych nieprawidłowości do jakich miało dojść podczas II tury wyborów na Burmistrza Kraśnika. Protest wyborczy w tej sprawie złożył pełnomocnik Komitetu Wyborczego Wyborców Piotra Janczarka Urszula Kozyrska, domagając się ponownego przeprowadzenia głosowania. Na początek sąd zapoznał się w tej sprawie ze zdaniem przewodniczących obwodowych komisji wyborczych w których miało dojść do nieprawidłowości, a później wysłuchał świadków strony składającej protest.

 

Większość przewodniczących okręgowych komisji wyborczych, którzy wzięli udział we wczorajszej sprawie, wniosła o oddalenie pozwu nie zgadzając się ze stawianymi zarzutami.

- Praca komisji była wzorowa. Głosy były liczone prawidłowo. Informacje zawarte w oświadczeniu to stek pomówień - przekonywał Wiesław Makuch, przewodniczący OKW nr 3.

- Nie zgadzam się z zarzutem, że nie dopuściliśmy 37 osób do głosowania. Brak ich na liście był ewentualnie spowodowany nierzetelnością przy sporządzaniu wykazu wyborców. Spoza wykazu wyborców jaki posiadaliśmy na głosowanie zgłosiły się tylko dwie osoby, ale jedna była ze Świeciechowa, a druga bodajże ze Studzianek - wyjaśniała Ewelina Pawłasek, przewodnicząca OKW nr 22, która funkcjonowała przy kraśnickim Szpitalu Powiatowym przy ul. Chopina.protest_wyborczy_sad_BUB_3247

Także m.in. Anna Zbytniewska, która przewodniczyła OKW nr 9, przekonywała, że komisja pracowała prawidłowo, a głosy liczone były kilka razy. Dowodem na to ma być chociażby fakt, że podczas głosowania i liczenia głosów żaden z członków komisji, ani mężów zaufania nie zgłaszał uwag. Przyznała jednocześnie, że dopuściła do głosowania jedną osobę, która nie miała przy sobie dowodu osobistego. Była to jednak znana jej od wielu lat starsza kobieta, która do lokalu wyborczego przyszła z mężem, brała udział w pierwszej turze głosowania, a poza tym okazała się legitymacją ZUS-owską.

 


Przeczytaj też:

Sąd rozpatrzy protest. Chcą powtórzenia drugiej tury wyborów

Urzędów. Wybory wójta do powtórki? Zdecydować ma o tym sąd

Burmistrz Mirosław Włodarczyk rozpoczął drugą kadencją urzędowania

II tura wyborów samorządowych za nami. Burmistrzem Kraśnika nadal będzie Mirosław Włodarczyk


  

W mniejszości, ale byli jednak i tacy, którzy wniosek pełnomocnika KWW Piotra Janczarka o powtórzenie wyborów uznali za zasadny. Monika Olender (OKW nr 7) zeznała, że nieprawidłowości w komisji której przewodniczyła były. Polegały miały na tym, że głosy najpierw liczone były w podgrupach, a później jedynie poprzez odginanie rogów kart, więc nie było widać na którego z kandydatów postawiony został krzyżyk. Protest za uzasadniony uznał również Jacek Sosnówka, choć jak przyznał w jego komisji żadnych nieprawidłowości nie było. - Każdy ma prawo do złożenia takiego protestu - uzasadnił swoje stanowisko.

Później sąd przeszedł do osób które podpisały oświadczenia, że były świadkami nieprawidłowości w pracy komisji wyborczych. Byli to członkowie komisji, bądź mężowie zaufania przypatrujący się ich pracy, przeważnie zgłoszeni do pracy w nich przez KWW Piotra Janczarka.

Nikt z osób które podpisały takie oświadczenia nie zgłosił swoich uwag podczas prac komisji wyborczych. Nie zostały one więc wpisane do protokołów przez nie sporządzonych. Jak przekonywali zeznający, wątpliwości zrodziły się dopiero po wyborach, po rozmowach z innymi osobami pracującymi w komisjach lub obserwującymi ich prace. Czasami po konsultacji z pełnomocnikiem KWW Piotra Janczarka. Także ten pełnomocnik, pani Urszula Kozyrska, miał im pomagać przy pisaniu złożonych oświadczeń. Jedna ze świadków przyznała wręcz, że pani pełnomocnik przyniosła jej gotowe oświadczenie, a ona po przeczytaniu tylko je podpisała.

protest_wyborczy_sad_BUB_3264Błędy o których mówili świadkowie dotyczyć miały przede wszystkim nieprawidłowości przy liczeniu głosów. W pierwszej kolejności liczone miały być one w podgrupach, przez co nie wszyscy członkowie komisji mieli wgląd do wszystkich kart wyborczych. Później nie sprawdzano już czy głosy były dobrze posortowane na poszczególnych kandydatów, tylko liczono je poprzez odginanie rogów kart. W przypadku wątpliwości czy jakiś oddany głos jest ważny czy nie, nie było natomiast okazania wszystkim takiej karty i głosowania w tej sprawie. Arbitralnie decyzje w takich sytuacjach mieli podejmować przewodniczący lub wiceprzewodniczący komisji. W jednej z komisji miało też dojść do sytuacji, że na stos kart z głosami na Mirosława Włodarczyka odłożone zostały karty z głosami na Piotra Janczarka. Dopiero po zauważeniu takiej sytuacji, błąd ten naprawiono.

Kolejne posiedzenie sądu i przesłuchania dalszych świadków w tej sprawie mają się odbyć 19 lutego.