Nie chciał pracować przy biurku, spełnia się jako kowal

Aktualności
Czcionka

Ukończył Liceum Ogólnokształcące nr 2 im. Mikołaja Reja w Kraśniku, studiował „Ochronę roślin i kontrolę fitosanitarną” na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, gdzie uzyskał dyplom inżyniera. Kraśniczanin Dominik Gnaś, o którym mowa, doszedł jednak do wniosku, że nauki przyrodnicze i praca przy biurku to nie jest to, czym chciałby zajmować się w życiu. Postanowił ze swojego hobby uczynić sposób na życie i został... kowalem. Pracuje pod pseudonimem Dominus Forge.

Skąd pomysł, żeby zająć się kowalstwem?
Myślę, że złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim od dziecka jestem fanem fantastyki, a w tego typu książkach siłą rzeczy duży nacisk kładziony jest na broń białą. Poza tym w wielu powieściach pojawiają się postacie kowali, które zawsze w jakiś sposób mnie fascynowały. Pod koniec liceum lub na początku studiów zacząłem się mocniej interesować obróbką metalu i kowalstwem. Głównym impulsem do tego było obejrzenie filmu promocyjnego łotewskiej firmy „John Neeman Tools” (obecnie „Northmen”). W tym nagraniu praca wydawała się tak spokojna, pełna pasji i miłości do wykonywanych narzędzi, że zacząłem zastanawiać się, czy nie jest to droga dla mnie. Zacząłem oglądać filmy o podobnej tematyce na Youtube i czytać fora internetowe. Jeszcze wtedy nie myślałem poważnie o kowalstwie jako zajęciu na pełen etat, co najwyżej jako hobby, ale pomysł kiełkował.

 

 

Technologia obróbki metalu z pewnością prosta nie jest. W jaki sposób pan się jej nauczył?
Jestem w dużej mierze samoukiem. Większości tego, co wiem, dowiedziałem się z internetu. Śledzę różne fora tematyczne, strony innych twórców, ale również czytam książki branżowe. Cała reszta to moje próby oraz błędy i wyciągane z nich wnioski. Obróbka metalu nie jest prosta, ale też nie jest bardzo trudna. Dzięki poznaniu pewnych zasad oraz stosowaniu się do nich cała sprawa staje się dużo łatwiejsza. Wielu czynności trzeba nauczyć się samemu, bo książkowy opis czy nawet nagranie nie pokazują wielu drobnych niuansów, które okazują się być bardzo istotne w końcowym rozrachunku. Dwa lata temu pojechałem do znajomego, który zaoferował się nauczyć mnie zgrzewać stal metodą kowalską. Pod jego okiem udało się bez problemu, jednak w moim warsztacie potrzebowałem kolejnych kilku prób, aby osiągnąć ten sam efekt.

Specjalizuje się pan w wytwarzaniu noży. Dlaczego akurat one?

Najzwyczajniej w świecie – konieczność. W trakcie studiów wstąpiłem do bractwa rycerskiego. Poza strojem na wyjazdy rekonstrukcyjne trzeba też zabrać, między innymi, historyczną zastawę (miskę, nóż, itp.). Niestety, jak większość studentów, nie śmierdziałem groszem, więc pozostało mi wykonać taki nóż samodzielnie. Popełniłem przy tym pewnie wszystkie błędy, jakie można było popełnić, ale sprawiło mi to tyle frajdy, że postanowiłem zrobić kolejny, a potem kolejny i jeszcze jeden. Ludzie zaczęli zauważać moje prace, pojawiły się pierwsze zamówienia i od tej pory nie miałem zbytnio czasu robić czegoś innego.

 

 

Tworzy pan prace artystyczne, czy chodzi o ich użytkową funkcję?

Swoje noże projektuję przede wszystkim patrząc na ich funkcję. Nóż to narzędzie, a ono powinno być zaprojektowane tak, aby jak najlepiej wykonywało stawiane przed nim zadania. Dopiero na funkcji mogę budować formę. Jest to niekiedy dość trudne, aby nóż, będąc w stu procentach użytkowy, posiadał również ciekawą linię. Zdarza mi się zrobić od czasu do czasu nóż „artystyczny” (najczęściej repliki z filmu lub gry), jednak są to pojedyncze sztuki ze względu na to, że posiadają pewne ograniczenia i nie da się ich w pełni wykorzystać.

Jakie inne wyroby pan wytwarza?

W tym momencie poza nożami robię niewiele, głównie drobne elementy kute takie jak krzesiwa kowalskie (do rozpalania ognia), fibule (średniowieczne zapięcia do płaszcza) czy klamry do pasków. Na co dzień, w związku z tworzeniem noży, również szyję w skórze, robiąc pokrowce do moich wyrobów. W tym momencie pracuję również nad linią narzędzi do drewna. Wprawiam się w kuciu dłut, ośników, noży łyżkowych, świdrów ręcznych i toporków, które mam nadzieję wprowadzić do stałej oferty w tym roku.

 

 

Skąd czerpie pan pomysły na swoje prace?

Staram się, aby moje prace były wyjątkowe i niepowtarzalne, ale mimo wszystko często inspiruję się innymi twórcami. Na początku mocno wzorowałem się na swoich idolach. Z czasem jednak zacząłem wyrabiać swój indywidualny „styl”. W dużej mierze robię noże klasyczne – połączenie stali węglowej wykończonej tzw. „brute de forge” z drewnem egzotycznym i mosiądzem. Są to proste, wybitnie użytkowe formy opracowane wiele lat temu (na przykład większość noży skandynawskich) i nieco zmodyfikowane przeze mnie. Często jednak bawię się formą, łącząc tradycję z nowoczesnością, jak na przykład w modelu „Bazyliszek” będącym połączeniem japońskiego Tanto z futurystycznym, nieco taktycznym designem, zestawiając ze sobą nietypowe materiały czy kontrastując wzornictwo europejskie z, na przykład, dalekowschodnim.

Jakie było do tej pory najbardziej wymagające, nietypowe zamówienie?

Moim najbardziej wymagającym projektem z pewnością była replika noża Geralta z gry Wiedźmin III – Dziki Gon. Twórcy gry (CDProjekt Red) zgodzili się, abym wykonał kilka sztuk na podstawie tego, co można było znaleźć w grze. Największą trudnością w tym nożu był „schodek” pomiędzy płazem (płaską częścią noża) a szlifem. W tym miejscu nóż zwężał się z 6 mm na 3 mm, a poniżej zrobiony był zwykły szlif płaski. Wykonanie „schodka”, a pod nim równego szlifu, bez użycia frezarki, jedynie za pomocą szlifierki kątowej, pilników oraz papierów ściernych było bardzo trudne i jeszcze bardziej czasochłonne. Zajęło mi to kilkadziesiąt godzin. Z tego co mi wiadomo, jestem jedyną osobą na świecie, która wykonała ten nóż w formie niemal identycznej z oryginałem.

 

 

Skąd i kim są pana klienci?

Są to zwykli ludzie, których codziennie mijamy na ulicy. Kolekcjonerzy, pasjonaci militariów, bushcraftu, survivalu, rekonstruktorzy historyczni, ale też kucharze, pracownicy banków, stolarze, hobbyści itp. Generalnie są to ludzie, którzy cenią sobie ręczną robotę oraz pragną posiadać narzędzie niepowtarzalne i takie, które będą mogli przekazać wnukom. Moimi odbiorcami są nie tylko ludzie z Polski, ale również z innych krajów Europy oraz Ameryki.

Jak długo trwa praca nad jednym przedmiotem?

To zależy od przedmiotu. Krzesiwo jestem w stanie wykuć w kilkanaście minut, podobnie fibulę. Czas wykonania noża jest bardzo zróżnicowany. W zależności od konstrukcji, materiału, sposobu obróbki, wykończenia i wielu innych aspektów, praca może trwać kilkanaście, kilkadziesiąt godzin. Przy bardzo skomplikowanych konstrukcjach nawet powyżej stu.

  

 

Czy z tego zajęcia „da się wyżyć”?

Jak widać da się, inaczej traktowałbym kowalstwo i produkcję noży bardziej jak hobby, a pracował gdzieś na etacie. Oczywiście to nie jest droga usłana różami i jak to w każdej firmie są miesiące lepsze i gorsze. Na szczęście jestem jednak w stanie utrzymać zarówno działalność, jak i siebie. Co więcej, w ciągu najbliższych dwóch lat planuję rozszerzyć działalność, rozbudować warsztat oraz zatrudnić kilka osób. Trzymajcie kciuki, żeby się udało.

 

Więcej prac Dominika Gnasia można obejrzeć na jego facebookowym profilu, do którego śledzenia zachęcamy: https://www.facebook.com/dominusforge/

 

Artykuł ukazał się w styczniu w Głosie Kraśnickim