Myśl o wojsku zawsze gdzieś była - mówi szer. Przemysław Mróz z 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej

Aktualności
Czcionka

Wczoraj poinformowaliśmy, że w szeregach tworzonej od kilkunastu miesięcy 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej jest już kilkudziesięciu mieszkańców powiatu kraśnickiego. Dzisiaj zapraszamy do lektury wywiadu z jednym z nich, mieszkańcem Słodkowa Trzeciego w gminie Kraśnik, szer. Przemysławem Mrozem z 22 batalionu lekkiej piechoty w Dęblinie 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Skąd pomysł, by zgłosić się do Wojsk Obrony Terytorialnej?

Szczerze mówiąc myśl o wojsku zawsze gdzieś była. Nigdy nie uciekałem od służby wojskowej wtedy, kiedy była jeszcze obowiązkowa. Po prostu w pewnym momencie posłuchałem rodziców, którzy odradzali mi wojsko. Pamiętam kilka razy dzwonili w tamtym czasie z WKU Puławy, pytali czy się uczę, zapraszali w szeregi. Wybrałem jednak szkołę, najpierw studium medyczne, potem studia. Tak przeminął czas poboru do zasadniczej służby i dostałem przeniesienie do rezerwy.

 

Na zdjęciu szer. Przemysław Mróz

 

Czy miał pan kiedyś do czynienia z wojskiem?

Wcześniej kontakt z wojskiem miałem tylko przy okazji przysięgi wojskowej mojego kolegi oraz wtedy, gdy trzeba było stawiać się osobiście w WKU. Po przeniesieniu do rezerwy otrzymałem przydział mobilizacyjny do KPP w Kraśniku, a w 2017 roku odbyłem tam jednodniowe ćwiczenia, które w pewnym sensie zadecydowały o tym, że postanowiłem założyć wniosek do WOT.

Jak na pomysł wstąpienia do WOT zareagowała pana rodzina, znajomi?

Domownicy różnie przyjęli to, że zgłosiłem się do WOT, ale zaakceptowali mój wybór. A znajomi raczej pozytywnie, chociaż były głosy: a co to za wojsko?, 16 dni...?, po co ci to ? Każdemu jednak, kto zastanawia się, polecam wstąpienie do Obroty Terytorialnej i odbycie „szesnastki”. Sądzę, że szybko może zmienić zdanie.

Jak wyglądało wstępne przeszkolenie?

„Szesnastka”, czyli szkolenie podstawowe, była od początku do końca bardzo intensywna. Od pierwszego dnia zajęcia, ćwiczenia najpierw teoretyczne, następnie taktyka w terenie, strzelnica. Dzień był wypełniony od świtu do nocy. Były dni, że zasuwaliśmy na tzw. „wtrysku” po 14-15 godzin. Jak to mówił dowódca naszego plutonu - wojsko leczy bezsenność. I tu miał świętą rację, bo po takim wysiłku nikt nie miał problemów z zasypianiem.

 

foto ilustracyjne

 

Coś podczas niego zaskoczyło?

Przede wszystkim bardzo duża intensywność zajęć, ale także nowoczesny sprzęt, który jest na wyposażeniu WOT.

Jak wyobraża pan sobie służbę WOT?

15 lipca zakończyliśmy szkolenie podstawowe przysięgą, jestem więc żołnierzem Obrony Terytorialnej. Zdeklarowałem we wniosku roczną służbę. Czy będę w stanie ją przedłużyć, okaże się za rok. Obrona Terytorialna skupia swoje działania na obszarach zamieszkania swoich żołnierzy, jesteśmy przydzieleni do służby w terenach powiatów i gmin, w których mieszkamy, zgodnie z naszym mottem: „Zawsze gotowi, zawsze blisko”. Będziemy potrzebni nie tylko w celach obronnych, ale i na wypadek różnego rodzaju klęsk żywiołowych itp. zdarzeń.

Czym zajmuje się pan zawodowo?

Jestem fizjoterapeutą. Pracuję w Pracowni Fizjoterapii SP ZOZ w Kraśniku.

 

foto ilustracyjne

 

Służba nie będzie panu kolidowała z pracą?

Na tę chwilę nie, ponieważ kolejne szkolenia będą odbywać się podczas jednego weekendu w miesiącu. Pracuję od poniedziałku do piątku, więc nie powinno mi to kolidować z pracą. Oczywiście nie można przewidzieć tego, kiedy będziemy wezwani do służby w trybie pilnym i jak to będzie wtedy wyglądało.

 

Zdjęcia DWOT i 2 LBOT