Księżomierz. Odeszli od tradycyjnej rolniczej produkcji i postawili na hodowlę ślimaków

Aktualności
Czcionka

Jak nie susza, to ulewne deszcze lub grad, różnego rodzaju choroby albo ceny poniżej kosztów produkcji - rolnictwo to ciężki kawałek chleba. Nic więc dziwnego, że rolnicy czasami odchodzą od tradycyjnej produkcji i szukają nowych pomysłów na zapewnienie dochodu swoim rodzinom. Państwo Agata i Sławomir Kopciowie z Księżomierzy Kościelnej zdecydowali się spróbować swoich sił w hodowli ślimaków.

- Kiedyś wyczytałem, że takie fermy w Polsce dobrze prosperują, że to może się opłacać. Zacząłem bliżej interesować się tym tematem, przedyskutowaliśmy to z żoną i doszliśmy do wniosku, że warto spróbować. Jak stawialiśmy słupki, rozciągaliśmy siatkę, to zaciekawieni sąsiedzi dopytywali, co my tam będziemy robić. Nie za bardzo chcieli uwierzyć, że chcemy hodować ślimaki – mówi pan Sławomir.

By zająć się taką działalnością, trzeba najpierw przygotować odpowiednią infrastrukturę. Nie potrzeba jednak na nią bardzo dużo miejsca. Można zaczynać od mniejszej powierzchni, ale w przypadku księżomierskich hodowców park hodowlany, czyli teren na wolnym powietrzu ogrodzony i przykryty siatką od góry, zajmuje 32 ary. Siatka ma po pierwsze zapobiegać uciekaniu ślimaków, po drugie chronić je przed drapieżnikami, a po trzecie ograniczać nieco nasłonecznienie. Pod taką konstrukcją ustawione są specjalne półki, pod którymi ślimaki mogą się dodatkowo chować przed słońcem.

 

 

Teren, na którym przebywają w środku konstrukcji, dodatkowo otoczony jest korytkami, w które wykładana jest sól. Ta odstrasza ślimaki i zapobiega rozchodzeniu się ich po całym obiekcie. Potrzebny jest też oczywiście system nawadniania, bo ślimaki lubią wilgoć. Trzeba przygotować ponadto pomieszczenie gospodarcze, gdzie po zbiorze ślimaki będą płukane i pakowane. Jeśli ktoś decyduje się na samodzielne prowadzenie całego cyklu produkcyjnego i rozmnażanie ślimaków, to konieczne jest jeszcze jedno oddzielne, specjalnie przygotowane pomieszczenie. Państwo Kopciowie zdecydowali się jednak na kupowanie młodych ślimaków i tuczenie ich.

- To jest hodowla sezonowa. Cykl hodowlany zaczyna się w maju, kiedy ślimaki, w naszym przypadku to gatunek gatunek Helix Aspersa Muller, wypuszczane są na specjalnie ogrodzony teren. Zbiór następuje we wrześniu. Zbiera się je, niezależnie od wielkości ślimaka, wtedy, jak ma już twardy, wywinięty brzeg muszli. Są one wówczas przenoszone na stoły z dnem z siatki, gdzie przez 4 dni są płukane wodą, by je oczyścić – wyjaśnia rolnik z Księżomierzy

 

 

Jak wygląda „tuczenie” ślimaków? Teren parku hodowlanego obsiany jest rzepikiem perko. To roślina, którą ślimaki podjadają, ale jej zadaniem jest też ochrona ich przed słońcem. Rzepik to jednak tylko przekąska, a główne pożywienie mięczaków w hodowli to pasza - mieszanka różnego rodzaju zbóż i witamin. Przed karmieniem ślimaków rośliny i paśniki są zraszane.
Ze zbytem dorosłych ślimaków raczej nie ma problemu. Państwo Kopciowie sprzedali je w tym roku do hodowcy, od którego kupili wcześniej młode mięczaki.

Czy to opłacalna produkcja, a jeśli tak, to na jakie zyski można liczyć? Gdyby nie była opłacalna, to nie byłoby w Polsce ślimakowych ferm. W przypadku hodowców z Księżomierzy na razie trudno to jednak ocenić. Oni mają za sobą dopiero pierwszy cykl hodowlany, a jak wspomnieliśmy już na początek, potrzebne są pewne nakłady finansowe związane z przygotowaniem odpowiedniej infrastruktury.

 

 

- W kolejnych latach wydatki już tak duże nie będą. Mamy też już pewne doświadczenie i jakieś rzeczy będzie można poprawić. Na pewno musimy liczyć przede wszystkim na siebie, bo do tego rodzaju produkcji rolniczej żadnych dopłat nie ma – informuje pani Agata Kopeć.

Gdzie trafiają wyprodukowane w Polsce ślimaki? Najwięcej do Europy Zachodniej, przede wszystkim Francji, Hiszpanii, Belgii, ale czasami transporty idą też na wschód.