Światowy Dzień Zdrowia: Polscy palacze nie chcą rzucać papierosów – czy da się im jakoś pomóc?

Aktualności
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazuje, że XXI wiek może być wiekiem epidemii palenia tytoniu. Badania pokazują, że w naszym kraju papierosy pali 26% społeczeństwa, co daje 8 mln osób. Liczba palaczy nad Wisłą spada bardzo powoli i od kilku lat utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie.

7 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia, który powinien zwrócić naszą uwagę na najistotniejsze problemy zdrowotne na całym świecie – może to być też idealny moment, by podjąć decyzję o zrezygnowaniu z tego szkodliwego nałogu, jakim są papierosy.

Wbrew pozorom, to nie tytoń czy nikotyna są dla nas najbardziej niebezpieczne. Palaczy truje przede wszystkim dym z papierosa, który powstaje podczas spalania tytoniu. Jest w nim wiele szkodliwych i rakotwórczych substancji, które przyczyniają się do powstawania wielu poważnych chorób, w tym zwłaszcza nowotworów. Palenie papierosów działa na naszą niekorzyść: cierpi na tym nie tylko nasze zdrowie, ale i zdrowie naszych bliskich. Cierpi również gospodarka i środowisko. Dodatkowo papierosy wpływają negatywnie na wygląd palaczy: ich zęby i palce zabarwiają się na żółto, a ubrania i włosy brzydko pachną.

To spalanie tytoniu generuje większość substancji smolistych i ponad 70 proc. substancji znajdujących się na liście typowych karcynogenów, czyli substancji rakotwórczych. Jeśli tytoń podgrzewamy do wysokiej temperatury, to ilość poszczególnych uwalnianych substancji jest śladowa w stosunku do normalnych papierosów. Aktualnie testowana jest ta droga podania nikotyny i mamy coraz więcej badań, nie tylko in vitro, czyli na komórkach, ale u zwierząt i obserwacyjnych u ludzi, które pokazują, że podgrzewany tytoń nie jest tak szkodliwy jak tradycyjne papierosy. Bo to substancje smoliste, ta chemia, która wydziela się podczas palenia papierosów, są najbardziej szkodliwym patogenem, bezpośrednio uszkadzają układ krążenia i układ oddechowy i powodują stres oksydacyjny – mówi prof. Andrzej Fal w wywiadzie dla Rzeczpospolitej.

Podjęcie decyzji o rezygnacji z nałogu jest najlepszym, co palacz może zrobić dla siebie i swoich bliskich. Nie jest jednak proste w realizacji. Wielu palaczy nie wie, jak rozpocząć walkę z tym nałogiem. Potrzebują wsparcia bliskich, ale często i specjalistów – niestety, w Polsce działają tylko 2 poradnie, do których możemy zwrócić się o pomoc. Co gorsza, wielu palaczy, którzy próbowali wyjść z tego nałogu, po pewnym czasie znowu niestety do niego wraca i sięga po papierosa. Są też tacy, którzy w ogóle nie chcą rzucać ani podjąć leczenia z tego uzależnienia. Ale nawet tacy zatwardziali palacze mogą o siebie zawalczyć, metodą małych kroków. Od kilku lat na rynku dostępne są tzw. urządzenia bezdymne, czyli IQOSy i e-papierosy, które dalej pozwalają palaczom dostarczać nikotynę, ale w których nie ma dymu ani substancji smolistych. Dzieje się tak, ponieważ – w przeciwieństwie do papierosów – nie spalają tytoniu, tylko podgrzewają tytoń lub płyn z nikotyną. W efekcie nie ma w nich tylu szkodliwych i rakotwórczych substancji, co w dymie z papierosa. W przypadku nałogowych palaczy takie urządzenia mogą się przydać w ramach tzw. „terapii pomostowej” – czyli metody małych kroków, której ostatecznym celem jest rzucenie nałogu w ogóle. Zamiast dalej palić papierosy – palacze zaspokajają swój nałóg dzięki podgrzewaczom tytoniu lub e-papierosom, trując przez to mniej siebie i swoje otoczenie. To oczywiście znacznie gorsze niż rzucenie nałogu, ale znacznie lepsze niż dalsze palenie. Nadal są tu przecież szkodliwe substancje, ale powstaje ich znacznie mniej niż przy paleniu papierosów. Dlatego to nie powinno być rozwiązanie „na lata”. Naukowcy są zgodni: nawet urządzenia bezdymne nie są obojętne dla naszego organizmu, a najlepszą decyzję podejmiemy całkowicie rezygnując z nałogu.