Odpowiedź na oświadczenie Stali Kraśnik „Kowal zawinił, cygana powiesili”

Piłka nożna
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Zgodnie ze złożoną kilka dni temu deklaracją chciałbym się odnieść do zarzutów kierowanych pod moim adresem przez pana Cezarego Łysanowicza i klub Stal Kraśnik (wszak wspomniane oświadczenie ukazało się na oficjalnej stronie internetowej tego klubu), jakie pojawiły się po artykułach mojego autorstwa dotyczących incydentu, do którego doszło podczas piłkarskiego meczu kobiet KS Kraśnik – LKS Wierzchowiska, a które ukazały się na portalu www.krasnik24.pl.

Co do tematu unieważnienia mojej akredytacji dziennikarskiej i niewpuszczenia jako dziennikarza na mecz Stali Kraśnik i KSZO Ostrowiec, nigdy nie mówiłem i nie napisałem, że czuję się tą sytuacją pokrzywdzony. W artykułach jedynie przedstawiłem sytuację, jaka miała miejsce. Mnie to wszystko prawdę mówiąc rozbawiło, a nie rozzłościło, bo świadczy jedynie o osobie, która tę decyzję podjęła. Słów, że była to zemsta za wcześniejszy artykuł nie użyłem ja, ale jeden z dziennikarzy który sytuację opisał. Nie mam jednak wątpliwości, że unieważnienie mojej akredytacji było konsekwencją mojego artykułu na temat sytuacji z panem Łysanowiczem w roli głównej. Tłumaczenie tego sytuacją pandemiczną jest po prostu niepoważne.

Od niemal dwóch lat posługiwałem się wejściówką/akredytacją wydaną przez Stal Kraśnik już po przejęciu klubu przez obecny zarząd. I do tej pory nie miałem problemów z wejściem na mecz. Byłem też na większości spotkań rozegranych przez pierwszą drużynę Stali na stadionie MOSiR w tym sezonie. Nawet wtedy, gdy obostrzenia pandemiczne były zdecydowanie bardziej restrykcyjne i na stadion nie byli wpuszczani kibice. Nikt do tej pory nie robił mi problemów z wejściem na stadion. Nigdy nikt mnie nie poinformował, że za każdym razem chęć udziału w meczu muszę zgłaszać do dyrektora sportowego, że, by wykonywać swoje dziennikarską pracę, muszę być na jakiejś liście. A okazji, by to zrobić, było naprawdę wiele. No ale rozumiem, że tym razem liczba dziennikarzy chcących relacjonować mecz Stali była tak duża, że dla mnie miejsca nie było i nie miało to żadnego związku z wydarzeniami, jakie rozegrały się kilka godzin wcześniej i moim artykułem.

Szkoda tylko, że w wydanym oświadczeniu pan Łysanowicz nie odniósł się do gróźb kierowanych pod moim adresem, że jeśli go zacytuję w artykule, to mnie pozwie na drogę sądową. Problem w tym, że ciężko to wytłumaczyć i się z tego wykręcić, bo słowa te wypowiedziane zostały w obecności prezesa KS Kraśnik, dyrektora MOSiR i dwóch panów policjantów.

Chciałbym się też odnieść do oskarżeń na temat wielkiej liczby „nieprawd”, jakich miałem się w artykułach dopuścić. Rzeczywiście pojawiły się 3 nieścisłości, niemające jednak wpływu na kontekst i konsekwencje całego zdarzenia podczas meczu kobiet. Cezary Łysanowicz wszedł na boisko jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego i uniemożliwił rozegranie meczu na głównym boisku MOSiR, a nie w trakcie meczu, jak napisałem. W konsekwencji więc cały mecz KS Kraśnik - LKS Wierzchowiska odbył się na bocznym boisku, a nie tylko był na nim kontynuowany. I trzecia rzecz, rzeczywiście właścicielem stadionu jest Miasto Kraśnik, a MOSiR stadionem administruje.

Faktem jest natomiast, że KS Kraśnik miał wynajęte boisko na swój mecz i zgodę MOSiR-u na rozegranie go na głównej murawie. Stal miała wynajęty obiekt od godziny 15:00. Jeśli działacze mieli obawy, że ktoś zniszczy murawę, szatnie nie zostaną doprowadzone do porządku na czas i obiekt nie zostanie przygotowany na przyjazd kibiców z Ostrowca, to nic nie stało na przeszkodzie, by wynajęła go na cały dzień.

Ciekawe w całej sytuacji jest też to, że, jak twierdzi pan Łysanowicz, „boisko boczne nie nadaje się do treningów i meczów ze względu na zdecydowanie gorszą jakość płyty”. Tylko wychodzi na to, że jego zdaniem nie nadaje się ono tylko dla mężczyzn, a dla kobiet jest w porządku.

Czy Pan Łysanowicz miał prawo nie dopuścić do rozegrania meczu kobiet na głównym boisku MOSiR? Zachowanie to już ocenił Lubelski Związek Piłki Nożnej, nakładając na niego karę finansową. Czekamy na zakończenie postępowania przez policję.

Cała ta sytuacja nie spowodowała, że obraziłem się na Stal Kraśnik. Dalej, jeśli tylko będę miał na to czas, będę przychodził na mecze i je relacjonował. Jeśli nie będę wpuszczany jako dziennikarz, to stać mnie na kupienie sobie biletu.

Na dzisiejszym meczu niestety nie mogę być. Życzę jednak drużynie wygranej na zakończenie niezbyt udanego sezonu.