Przedstawiciele Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego podpowiedzieli, jak szukać swoich korzeni

Historia
Czcionka

Potraficie powiedzieć, jak brzmiało imię panieńskie Waszej prababki? Znacie historię własnej rodziny? Próbowaliście kiedyś stworzyć swoje drzewo genealogiczne? Ci, którzy podjęli się tego zadania, doskonale wiedzą, że proste to nie jest. W minionym tygodniu w Kraśniku przedstawiciele Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego podpowiadali, jak do takich badań się zabrać, gdzie szukać, o czym pamiętać przy kompletowaniu rodzinnych wspomnień. Chwalili się też efektami swojej dotychczasowej pracy w tym zakresie.

Kraśnicki wernisaż wystawy pod hasłem Lubelskie Genealogie odbył się we wtorek 3 października w filii nr 1 naszej Miejskiej Biblioteki Publicznej. Premiera wystawy, na którą składa się kilkanaście tablic z drzewami genealogicznymi, miała miejsce w 2013 roku. Przez kilka lat pokazywana była w lubelskich bibliotekach, gdzie cieszyła się dużą popularnością. Gościła też w Janowie Lubelskim, teraz, za sprawą jednego z jej autorów, pochodzącego z Kraśnika dr Dominika Szulca – pracownika Polskiej Akademii Nauk, dotarła do naszego miasta. Gośćmi specjalnymi tego wydarzenia byli członkowie Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego, jego wiceprezes Piotr Glądała, Andrzej Skrzetuski - kuzyn papieża św. Jana Pawła II wywodzący się ze Skrzetuskich uwiecznionych na kartach powieści Henryka Sienkiewicza oraz wspomniany już dr Szulc.

Impuls do poszukiwań genealogicznych

- Ja swoją przygodę z genealogią zaczynałem na etapie późnej szkoły podstawowej. W mojej rodzinie świadomość genealogiczna, skąd pochodzimy, była bardzo płytka. Ona w zasadzie sięgała tylko mojego pradziadka. Żył mój dziadek, który swojego ojca pamiętał, ale już nie pamiętał, jak na imię miał jego dziadek. Później okazało się, że nie pamiętał, bo jego dziadek zmarł wiele lat przed tym, zanim on się urodził. I taka jest mniej więcej świadomość genealogiczna Polaków. Potrafimy powiedzieć, jak mają na imię nasi dziadkowie, niektórzy powiedzą, jak nazywali się pradziadkowie, ale żeby już powiedzieć, jak nazywali się prapradziadkowie, skąd pochodzili, czym się zajmowali, to w większości przypadków jest to już zadanie zbyt trudne – mówił, rozpoczynając spotkanie, dr Dominik Szulc.

 

 

Jego samego do poszukiwań genealogicznych pchnęło nazwisko.

- W zasadzie nikt w rodzinie nie wiedział, dlaczego nazywamy się Szulc. Pierwsze skojarzenie to korzenie żydowskie. Okazało się co prawda, że wśród swoich praprzodków mam jedną żydówkę, ale neofitkę, a główny trop prowadził do Niemiec. W pewnym momencie moi niemieccy przodkowie przybyli do Janowa Lubelskiego w pierwszych latach XIX wieku na zaproszenie ówczesnego ordynata Zamoyskiego, który tworzył cech sukienników niemieckich. To mnie niebywale zainteresowało. Chciałem się dowiedzieć, jak to się stało, że oni tu zostali, że nie wrócili do Niemiec, dlaczego ostatecznie trafili do Kraśnika. Tak ta moja pasja genealogiczna się rozwinęła – wyjaśniał pochodzący z Kraśnika historyk.

Szukanie rodzinnych korzeni to żmudna praca

Jak uprzedzają doświadczeni już pasjonaci genealogii, poszukiwanie wiedzy o swoich przodkach to bardzo żmudna praca, która wymaga dużo cierpliwości. Jeśli ktoś chciałby uzyskać jakieś wyraźne efekty swojej pracy w tym zakresie w krótkim czasie, będzie skazany na niepowodzenie. Czasami zdarza się też tak, że śladów po swoich przodkach nigdy nie odszukamy, na przykład ze względu na stan zachowania źródeł. Na ziemiach polskich mieliśmy przecież dwie wojny światowe i chociażby z tego powodu wiele wartościowych materiałów nie zachowało się.

- Amator genealogii jest w stanie przeprowadzić badania mniej więcej do 150 lat wstecz. Różnie jest w zależności od terenu, z jakiego pochodzimy, ale tu u nas problemy zaczynają się jeżeli chodzi o informacje z XIX. Szukając wiadomości z tego okresu musimy korzystać ze źródeł rosyjskojęzycznych, a nie każdy rosyjski zna. Ponadto są to źródła pisane, więc takie dokumenty trudniej się czyta – zwracał uwagę dr Szulc.

 

 

Poszukując wiedzy o przodkach, natrafimy jednak nie tylko na same trudności, ale dzięki rozwojowi techniki są w tym względzie pewne ułatwienia - narzędzia cyfrowe, które pozwalają na prowadzenie, przynajmniej częściowo, badań genealogicznych bez wychodzenia z domu, wyjazdów do archiwów, poszukiwań w parafiach. Jedną z takich baz informacji jest chociażby portal www.lubgens.pl. Znajduje się tam olbrzymia ilość wypisów z ksiąg metrykalnych. Można też korzystać z zasobów bazy portalu www.szukajwrachiwach.pl. Są tam nie tylko informacje, jakie dokumenty zawarte są w polskim zasobie archiwalnym, w konkretnych archiwach, ale dzięki prowadzonej cały czas digitalizacji jest też coraz więcej skanów dokumentów. Warto zajrzeć też na www.familysearch.org oraz www.metryki.genbasa.pl

Dekalog genealoga

Sporą garść praktycznych porad, o czym należy pamiętać, prowadząc badania genealogiczne, podrzucił też podczas kraśnickiego spotkania Piotr Glądała.

- Do zadań kronikarza rodzinnego należy zebranie i zabezpieczenie jak największej ilości oryginalnych dokumentów. Nie trzymamy ich ich jednak w koszulkach. My kochamy koszulki i wszystko byśmy tam włożyli, ale zawierają one kwas i wcześniej czy później nam ten papier rozpuszczą. Lepiej sobie kupić zwykłą teczkę i tam sobie dokumenty trzymać albo kupić specjalne teczki dla archiwów – doradzał wiceprezes Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego. - Kolejna kwestia to zebranie zdjęć i ich podpisanie oraz zebranie informacji od pozostałych członków rodziny, wspomnień, pamiętników. Nawiązujcie kontakt z ludźmi, którzy są seniorami w rodzinach. Póki jeszcze pamiętają, mogą wam bardzo dużo rzeczy powiedzieć o swojej rodzinie – przekonywał Piotr Glądała.

 

 

Potwierdzenie wielu z tych można później odnaleźć w różnego rodzaju dokumentach, ale nie zawsze.

- Niezwykle ważne jest zachowanie w formie trwałej tego, co sami wiemy o rodzinie. To może być na przykład wywód przodków, potomków. To może być książka lub, jak w moim przypadku, prowadzenie strony internetowej. Należy opracować zebrany materiał oraz zaprezentować efekty swojej pracy rodzinie. W ten sposób stworzymy archiwum rodzinne, z którego będą korzystały kolejne pokolenia - mówił wiceprezes Glądała.

Kolejne podpowiedzi to: systematyczność w zbieraniu danych, traktowanie źródeł z umiarkowanym zaufaniem, sprawdzanie informacji w różnych źródłach, nieszukanie swoich rodzinnych korzeni od tyłu, czyli wychodzenie od jakiejś osoby znanej z przeszłości i udowadnianie z nią swoich związków.

- Pamiętajmy, że akta archiwalne i zbiory biblioteczne muszą służyć kolejnym pokolenia. Niestety, ludzie wyrywają kartki, giną całe księgi. I zdarza się, że robią tak nie tylko amatorzy – ubolewał Piotr Glądała.

O tym, że mimo różnego rodzaju przeszkód i trudności warto podjąć trud poszukiwań genealogicznych przekonywał też w Kraśniku Andrzej Skrzetuski. Efektem jego badań genealogicznych jest z jednej strony stworzenie drzewa genealogicznego rodziny Skrzetuskich, których przodkowie zostali uwiecznieni na kartach Sienkiewiczowskiego „Ogniem i Mieczem”, ale także odnalezienie wspólnych korzeni ze św. Janem Pawłem II.

 

 

Jak wspomnieliśmy na wstępie, spotkanie z przedstawicielami Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego było elementem towarzyszącym otwarciu wystawy pod tytułem Lubelskie Genealogie. Tę cały czas jeszcze można oglądać w filii nr 1 MBP przy ul. ks. Zielińskiego 3.

 

Zdjęcia z wystawy i ze spotkania z genealogami można obejrzeć tutaj.