Reklama

- rozmowa z Barbarą Jaworską-Mazur, choreografem i instruktorem tańca w kraśnickim Domu Kultury, która obchodziła niedawno jubileusz 50-lecia pracy w kraśnickiej placówce

Patrząc na Ciebie, można by śmiało powiedzieć, że taniec to coś co się nie nudzi?
 Zgadzam się z tym a na potwierdzenie mogę zacytować tu słowa mojego syna Pawła, który także zajmuje się tańcem, a który powiedział, że taniec konserwuje. 

Jaka była Twoja artystyczna droga do bycia choreografem i instruktorem tańca?
Ja pochodzę ze Starego Zamościa. Także stąd pochodzi legendarna już Włościańska Orkiestra im. Karola Namysłowskiego istniejąca od 1881 roku. W tej gminie naturalną rzeczą było, że ktoś albo śpiewał, grał, tańczył, albo recytował. Po szkole średniej trafiłam do Studium Kulturalno-Oświatowego w Krośnie. Moim pierwszym ulubionym zajęciem artystycznym był śpiew i w Krośnie  byłam w grupie chóru. Ale jedna z moich koleżanek z zespołu tanecznego "Podkarpacie" poważnie zachorowała, a zbliżał się wyjazd i koncert, wobec tego któraś z dziewcząt, powiedziała do pani choreograf bym to ja ją zastąpiła. I tak się stało. I to czego ludzie uczyli się na przykład przez pół roku, mnie na to wystarczył miesiąc. Tak całkiem to nie była dla mnie nowość, bo jak kończyłam zajęcia z chóru, to przychodziłam do grupy tańczącej, podglądałam co robią ale i tam sobie podtańcowywałam. No i oczywiście do tej pory dla mnie ulubionym tańcem to jest polka rzeszowska  przez nogę ze śpiewem "Gdzieś był Jasieńku, gdzieś był do rana".

Reklama

Studium w Krośnie dało mi bardzo solidne podstawy do późniejszej mojej pracy, ale i nauki chociażby na studiach wyższych, gdzie wiele rzeczy już znałam właśnie stamtąd. Studium to skończyło wiele osób, które później było znanymi twórcami kultury. Wtedy rozsadzała mnie energia i wiele rzeczy mnie interesowało więc w trakcie nauki skończyłam np. kurs obsługi aparatów kinowych ale i samoobrony, co wtedy było dla kobiet rzadkością.
Jeszcze w trakcie nauki w Studium dyrektor zgłosił mnie na kwalifikacyjny kurs tańca towarzyskiego II stopnia. Wykładowcami byli instruktorzy tańca z Krakowa, wówczas pierwszy raz zetknęłam się z legendarnym profesorem Marianem Wieczystym, którego jestem wychowanką. Potem były jeszcze studia pedagogiczne na UMCS i, już w trakcie pracy w Kraśniku, studia z tańca towarzyskiego jakie uruchomiono w  Państwowej Szkole Baletowej w Gdańsku. Nie liczyłam, że się na nie dostanę, ale ostatecznie spośród kilkuset osób, które ubiegały się o miejsce na tym kierunku znalazłam się w pierwszej piętnastce. To już była wyższa szkoła jazdy. 

Dom Kultury w Kraśniku to nie jedyny w którym pracowałaś?
Jako młoda dziewczyna zaczęłam też współpracę z domem kultury w Starym Zamościu, w którym instruktorem był dobrze znany w Kraśniku Jurek Piwnicki. Zaangażował mnie tam do śpiewania. Wcześniej, w jedne z wakacji, razem z tą placówką zorganizowałam dożynki, które zapamiętano na długo - z oryginalnymi przyśpiewkami, obrzędami. No i po tym przyjechała pani sekretarz Urzędu Gminy w Starym Zamościu na rowerze do mojego ojca, żebym od września przyszła do pracy w Gminnym Ośrodku Kultury. 

Reklama

Zostałam szefową Gminnego Ośrodka Kultury w Starym Zamościu. Jednym z moich sukcesów było to, że w 1974 roku, nasz dom kultury obok tego w Piaskach był najlepiej oceniony pod względem działalności merytorycznej, artystycznej, organizacyjnej w województwie lubelskim. 

A kiedy pojawił się w twoim życiu Kraśnik?
Pierwszy raz z domem kultury z Kraśnika, a dokładnie z jego pracownikami zetknęłam się na jednym ze szkoleń w Wojewódzkim Domu Kultury, na które pojechałam z moją koleżanką z Zamościa, która zajmowała się teatrem. I gdzieś jakoś zakumplowaliśmy się. I impulsem takim, że może byśmy coś zmieniły w swoim życiu było ogłoszenie w gazecie, że Fabryka Łożysk Tocznych poszukuje do Zakładowego Domu Kultury choreografa i instruktora teatru. I Basia mnie namówiła. Mam jeszcze dowód osobisty, w którym kiedyś wbijano pieczątki z zatrudnieniem, w którym jest ta z datą 26 listopada 1974 roku, gdy zaczęłam tu pracę.

Reklama

Jak wyglądały twoje początki w Kraśniku? 
Gdy tu przyjechałam to pierwsza moja wizyta była u dyrektora Fabryki Jana Żarkowskiego, który chciał nas poznać. Gdy zaczęłam pracować w listopadzie, to już na Dzień Kobiet 8 marca zaprezentowałam dwa układy. Jedną z ważnych imprez wtedy był Dzień Metalowca, któremu patronowała Fabryka Łożysk Tocznych, a na którą przyjeżdżali m.in. ludzie ze Zjednoczenia. Po występie pytali skąd wyście te zespoły pożyczyli na tą imprezę, a to były oczywiście nasze zespoły.
Mnie oczywiście ciągle było mało pracy, wobec tego poszłam do sympatycznego pana dyrektora Leszka Brzyskiego i mówię, że ja nie mam po południu co robić. Więc chodziłam, od hotelu do hotelu organizując zajęcia, a ze mną i magnetofonem Grundig, chodził instruktor od teatru, późniejszy mój mąż, Stasio Mazur. Ale to trochę była trudna sprawa, bo gdy stworzyła się  już fajna grupa w jednym hotelu, to na drugi tydzień oni mieli inne zmiany w Fabryce i był problem. Działał też sławetny klub Femina, w który tworzyłam fajne duety.

Wtedy nie było nawet mowy o formacjach, ale stworzyłam zespół tańca towarzyskiego "Swivel" a grupa dziewcząt nazywała się "Maksyma". 
Przy mniejszych dzieciach brakowało nam dobrego akompaniatora, i ja wtedy zaproponowałam dyrektorowi żeby ściągnąć do Kraśnika Jurka Piwnickiego.  I Jurek przyjechał do nas na jeden dzień, wyjechał po trzech, a po jakimś czasie przeniósł się z Zamościa tutaj i został. 

Reklama

Co mogę powiedzieć po tylu latach, że atmosfera w domu kultury była idealna. Zawsze towarzyszyły mi tam dzieci.  Pamiętam pierwszą dyrektorkę Domu Kultury, panią Marię Zegadłowicz, która mi powiedziała "Ja cię tu obserwuję i widzę, że za tobą jak za kwoką chodzą dzieci". I tak było. 

Tak jesteś w stanie powiedzieć, ile tych dzieci, młodzieży, osób dorosłych się przewinęło przez te lata? 
Nigdy nie liczyłam, ale wydaje mi się, że trzeba by liczyć w tysiącach. Bo były lata, gdzie jak ja prowadziłam pięć zespołów po trzydzieści osób.

Reklama

Fantan to jest twój największy sukces? 
Myślę, że tak. Fantan to jest nie tylko marka, Fantan to jest przede wszystkim rodzina.
Tancerze, jeśli było trzeba, pomagali sobie w nauce, wspierali się w różnych życiowych sytuacjach. Z tej grupy wyszło chyba siedemnaście małżeństw. Jedno z nich to mój syn Paweł i synowa Ania. Ale to też sukces artystyczny. Przed samym jubileuszem liczyłam, ile razy myśmy byli na mistrzostwach świata? I wyszło mi, że jedenaście razy. Pierwszy raz w Wilnie 2002 roku. Słyniemy z tego, że mamy oryginalną choreografię i bardzo dobrą muzykę, którą przygotowuje Paweł. Tak myślę, że gdybym kiedyś miała to doświadczenie co dziś, to tych sukcesów mogło by być więcej. Ale czasu się nie cofnie...

Czasu się nie cofnie, ale można myśleć o przyszłości...
I myślimy. W maju czekają nas Mistrzostwa Polski w Łodzi. Planujemy też, żeby odnowić stroje bo zmienia się moda taneczna. Mam też grupę Energy Dance i chcę z niej zrobić formację. Ale chcę też powoli się wycofywać, by dać miejsce młodym. A poza tym moje wnuki mi mówią, że mam dla nich za mało czasu. Choć za dwa lata czeka nas 50-lecie Fantanu i 30 lat pracy artystycznej mojego Pawła. 

Reklama

Taniec to można powiedzieć większość Twojego życia. Czy Basia Jaworska-Mazur tańczy jeszcze poza próbami, tak prywatnie?
Zdarza mi się, głównie z wnukami, które też odziedziczyły taneczne geny. Bywa tak, że wpadamy w odpowiedni klimat i po chwili dołączają do nas rodzice Michałka i Zosi. To bardzo przyjemne chwile. Muszę też dodać, że dobrym tancerzem jest mój mąż ale okazji jest coraz mniej. A najbardziej lubię rumbę i tango. Niestety praca z formacją pochłania bardzo dużo czasu, i nie są to tylko godziny spędzone na parkiecie. To, w przypadku takich wyjazdów jak ten ostatni do Wiednia, mnóstwo pracy organizacyjnej, załatwiania różnorakich spraw. Ale wszystko rekompensuje później występ moich tancerzy i radość z ich sukcesów.      rozmawiał GJ

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/04/2025 16:25
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Krasnik24.pl




Reklama