Dokładnie dwanaście miesięcy temu zarejestrowali stowarzyszenie a sporo konkretnych działań za nimi. Mają na koncie własne tzw. przemienniki, cyfrowe węzły łączności Mesh i międzynarodowe partnerstwo. W powiecie kraśnickim powstało jedno z najbardziej dynamicznych stowarzyszeń łączności kryzysowej w Polsce.
Mowa o Stowarzyszeniu Radiokomunikacja Kryzysowa, które formalnie istnieje od niedawna, ale jego członkowie działają już w przestrzeni radiowej od wielu lat. Dlaczego zdecydowali się sformalizować swoją aktywność?
- Działaliśmy przez lata każdy na własną rękę, z własnego warsztatu czy samochodu. Ale życie pisze różne scenariusze. Okazało się, że w sytuacji kryzysowej sama pasja nie wystarczy. Potrzebowaliśmy koordynacji, wspólnej infrastruktury i – co ważne – wiarygodności w oczach służb i samorządów. Rejestracja pozwoliła nam dziś profesjonalnie zarządzać sprzętem, ubiegać się o granty i wchodzić w oficjalne ćwiczenia ochrony ludności. - mówi Radosław Wołosz, prezes Stowarzyszenia.
Reklama
Jeśli chodzi o komunikację, dziś nikt nie wyobraża sobie jej bez smartfona czy internetu. Nawet śledząc doniesienia z wojny na Ukrainie słyszy się o internecie satelitarnym. O komunikacji radiowej mówi się rzadko. Jednak lokalni radiooperatorzy przekonują, że to nie jest przeżytek.
- W czasie kryzysu – blackoutu, przeciążenia sieci, ataku na infrastrukturę – telefony i internet padają jako pierwsze. Ich zapasowe zasilanie jest często obliczone tylko na kilkanaście godzin. Radiostacja krótkofalowca nie potrzebuje stacji bazowych ani światłowodów. Działa na akumulatorze, agregacie czy panelu słonecznym. Krótkofalowcy potrafią łączyć się na tysiące kilometrów bez żadnej zewnętrznej infrastruktury. Nie ma też problemu „zajętej linii” – duża liczba alternatywnych częstotliwości radiowych daje sobie radę. Dla radioamatorów zasięgi rzędu 500-1000 km kilometrów nie jest żaden problem. Poza tym komputery i era łączności cyfrowej pojawiła się w radiokomunikacji amatorskiej już ponad 30 lat temu - mówi Marek Wróblewski, wiceprezes Stowarzyszenia i znany w środowisku krótkofalowiec.
Reklama
Stowarzyszenie wydało m.in. swoją ulotkę w której czytamy m.in. o międzynarodowych sieciach EMCOM.
EMCOM (Emergency Communication) to system łączności kryzysowej tworzony przez doświadczonych radioamatorów z całego świata. W naszym regionie działa stowarzyszona z EMCOM Lubelska Krótkofalarska Sieć Ratunkowa (LKSR) . Na ogólną liczbę ok. 400 radioamatorów w woj. lubelskim, posiadających zezwolenia radiowe w służbie amatorskiej, do sieci ratunkowej przystąpiło już ponad 100 prawie ze wszystkich powiatów.
- Mają oni własne zapasowe zasilanie, zaawansowany sprzęt i regularnie ćwiczą różne scenariusze – od zaginięć w górach po awarie dużych zakładów. Kiedy zwykłe systemy padają, oni są na miejscu w gotowości. - mówi Radosław Wołosz.
Jak mówią lokalni radioamatorzy taka "zabawa" w radio, która w istotnych chwilach może się okazać ważnym elementem bezpieczeństwa jest dziś praktycznie dostępna dla każdego.
Członkowie Stowarzyszenia zachęcają mieszkańców do tego, by już zacząć korzystać z radiotelefonu, lub przynajmniej nauczyć się jego obsługi.
Aby używać prostych urządzeń PMR czy Radia CB - nie potrzeba mieć żadnych licencji ani zezwoleń. CB ma zasięg do 15 km i dedykowany kanał ratunkowy nr 9 lub PMR z podobnymi zasięgami. To tanie, proste urządzenia. Sprawdzają się podczas awarii do komunikacji w lokalnej grupie, odbioru komunikatów od służb czy do łączności wewnątrz budynków (np. pomiędzy mieszkaniami) - mówi Marek Wróblewski.
Członkowie "Radiokomunikacji Kryzysowej" wychodzą ze swoimi działaniami na zewnątrz. Współpracują z kolegami z sąsiednich powiatów gdzie działają podobne stowarzyszenia. Z podstaw łączności przy pomocy radiotelefonów PMR, w ubiegłym roku szkolili harcerzy i młodzieżowe drużyny OSP. Prowadzą też otwarte szkolenia i testy łączności, o których informują na swojej stronie FB: https://www.facebook.com/profile.php?id=61582493681940
A co powinien zrobić zwykły mieszkaniec, żeby być lepiej przygotowanym na sytuacje kryzysowe związane m.in. z łącznością?
- Po pierwsze – zakupić najprostsze podstawowe radio PMR lub CB. Po drugie – poznać proste procedury łączności (gdzie jest kanał ratunkowy, jak nadać komunikat).
Po trzecie znaleźć innych którzy mają większą wiedzę - znajomych, sąsiadów – sprawdzić skuteczność sprzętu stworzyć grupę sąsiedzką. – znaleźć lokalną społeczność EMCOM i nawiązać z nią kontakt. Po czwarte – wziąć udział w ogólnopolskich testach łączności awaryjnej. To nie wymaga wielkich pieniędzy ani wiedzy technicznej, tylko odrobiny świadomości i zaangażowania czasu. - namawia prezes.
Lokalni pasjonaci łączności radiowej nie zasypują gruszek w popiele i ciągle rozwijają swoją działalność. Wspólnie z amerykańską fundacją ARDC budują właśnie radiową sieć cyfrową HAMnet w naszym powiecie.
- To coś, o czym w Kraśniku jeszcze kilka lat temu nikt nie myślał. - mówią.
Współpracują też z władzami powiatu kraśnickiego przy ćwiczeniach ochrony ludności. Pojawiają się też podczas różnego rodzaju imprez, głównie związanych z obronnością, np. na ostatniej Mundurowej Majówce, gdzie można spotkać się z członkami Stowarzyszenia, poznać bliżej temat, którym się zajmują i skorzystać z ich wsparcia.
Ich działalność ma też swój konkretny wymiar. Urządzenia które zbudowali czyli m.in. przemiennik UHF/FM oraz cyfrowy węzeł APRS udostępniają publicznie .
- Chcemy pokazać, że nie jesteśmy zamkniętym klubem pasjonatów, tworzymy warunki do realnego wsparcia dla służb i mieszkańców. Chcemy też pokazać, szczególnie młodym ludziom, że łączność bez internetu to nie nuda, tylko fascynująca przygoda i misja. - mówi prezes Radiokomunikacji Kryzysowej, który dodaje też, że system kryzysowy działa tylko wtedy, gdy tworzy go społeczność – nie gadżety.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze