Wczorajsza wygrana z Avią wlała trochę nadziei w serca kraśnickich kibiców piłkarskich. Poczatek sezonu optymistycznie jednak nie wygladał. Zaczęło się od wygranej, ale później było 5 porażek. O aktualnej sytuacji w klubie i perspektywach na przyszłość rozmawiamy z prezesem Stali Kraśnik Krzysztofem Łachem.
Jak Pan prezes ocenia wyniki sportowe Stali Kraśnik w tym sezonie?
Ostatnie miejsce w tabeli i 3 punkty po 6 meczach (rozmawialiśmy przed spotkaniem z Avią Świdnik) cieszyć oczywiście nie mogą. Żeby właściwie ocenić wyniki sportowe trzeba jednak mieć na uwadze możliwości klubu. Skład naszego zespołu w letniej przerwie mocno się zmienił. Kilka silnych ogniw łańcucha, który dobrze funkcjonował w poprzednim sezonie, wypadło. Z drużyną pożegnali się Krzysio Mazur, Witek Melnychuk, Damian Gawron, Tomek Ryczek. Szukaliśmy wartościowych zawodników, ale w naszym przypadku nie jest to prosta sprawa. Nas po prostu nie stać na kupowanie zawodników z wyższej półki. Jak nie załapią się w Motorze, Avii czy Orlętach, to dopiero startują do Stali. Niewiele też klubów z Lubelszczyzny postawiło sobie tak ambitne zadanie jak my, żeby zespół w dużej mierze składał się z wychowanków.
W pewien sposób braki kadrowe zostały jednak uzupełnione.
Kilku z nowych zawodników zarejestrowaliśmy dopiero w ostatnim dniu sierpnia. Te ?przeszczepy? muszą się przyjąć, jak w każdym skomplikowanym organizmie. Potrzeba czasu, żeby drużyna się zgrała. Maksa Pokotyluka wyciągnęliśmy praktycznie z pociągu, bo szykował się do powrotu na Ukrainę. Amadeusz Biały przyszedł grać do nas z kolei praktycznie prosto z samolotu. To 17-latek, a więc młodzieżowiec, który pochodzi z Trzydnika. Mieszkał z ojcem w Kanadzie i tam grał w piłkę. Na to nałożyły się jeszcze kontuzje. Jeszcze 10 minut przed meczem z Motorem Filip Drozd leżał półprzytomny na stole do masażu. Teraz wypadł nam Mateusz Kłyk. Wcześniej kontuzjowany był Mateusz Matysiak. Kontuzjowani byli, ale jeszcze odczuwają pewne dolegliwości lub wciąż leczą urazy, Adam Orzeł, Karol Hudzik, Patryk Barszcz. Do tego doszła jeszcze czerwona kartka dla Damiana Pietronia. Damian za 2 żółte kartki meczu dostał zakaz gry w aż 4 meczach.
Skoro mowa o kartkach dla Damiana, to zatrzymajmy się na chwilę na pracy arbitrów. Nie oceniacie ich najlepiej.
Sędzia powinien się skupić przede wszystkim na tym, co się dzieje na boisku. To nie jest tak, że krytykujemy wszystkich. Często w swoich komentarzach chwalimy arbitrów za pracę, ale nie są oni nieomylni. Druga kartka dla Damiana była konsekwencją dyskusji z arbitrem po faulu, którego nie było. Będący tuż przy zdarzeniu sędzia liniowy nie sygnalizował, że przepisy zostały przekroczone, a gwizdnął będący kilkadziesiąt metrów dalej arbiter główny. Nie dziwię się, że zawodnik w takiej sytuacji jest poirytowany i wchodzi w dyskusję z sędzią. Nie twierdzę, że za tę dyskusję żółta kartka i w konsekwencji czerwona mu się nie należała, ale nałożenie za to kary zakazu występów aż w 4 meczach to destrukcja drużyny.
Uwagi do pracy sędziów mamy zresztą nie tylko my. Ostatnio protestowała między innymi Chełmianka. Problem w tym, że nie ma takiego ciała, które mogłoby bronić, reprezentować zawodników czy trenerów. W zasadzie to, co sędzia napisze w protokole, jest nie do podważenia. Może napisać, że został opluty, pobity, zwyzywany. Nie musi mieć na to świadków. Mało tego, komisja dyscypliny rozpatrująca takie sprawy nie wzywa nawet zainteresowanych na swoje posiedzenie, żeby ci mogli się wytłumaczyć, skonfrontować pewne sprawy.
Naprawdę nie ma możliwości odwołania się?
Bardzo rzadko takie odwołania są uwzględniane. Chcemy napisać prośbę o wsparcie do Okręgowego Związku Piłki Nożnej w Lublinie (nad III liga czuwa w tym sezonie Podkarpacki Związek Piłki Nożnej). Ostatnio dostaliśmy karę za to, że jako spiker zawodów musiała wystąpić osoba bez odpowiedniej licencji. Sytuacja była wyjątkowa. Zmarł ojciec naszego spikera Rafała Tomiły i nie mógł on uczestniczyć w meczu. Osoba, która go zastąpiła, jedynie odczytała składy i wyniki innych meczów. Poinformowaliśmy o tym sędziego przed meczem i nie miał żadnych uwag. Później jednak opisał to w protokole, a podkarpacki związek nałożył na nas karę 500 zł. Przecież to absurd. Jak duże wykroczenie na drodze musi popełnić kierowca, żeby dostał 500 złotych mandatu?
Część kibiców winą za słabą postawę zespołu obarcza trenera Dariusza Matysiaka.
Nie poświęcę w ofierze trenera Matysiaka, bo on według mnie robi bardzo dobrą robotę. To on stworzył ten zespół, on zbudował atmosferę. Nie podpisywałem z nim umowy, w której warunkiem były wygrane z Wólczanką Wólka Pełkińska czy z Motorem. Jeśli ktoś był na meczu z Motorem, to pewnie zauważył, że to Stal przez 60% czasu gry, a może i więcej, była w posiadaniu piłki. Przy stanie 2:1 ten wynik był otwarty. Nasi zawodnicy naprawdę każdy mecz chcą wygrać. Nikt przed pierwszym gwizdkiem nie kalkuluje, że dobrze byłoby przynajmniej zremisować. Przegraliśmy w Lublinie, bo graliśmy otwartą piłkę, nie zamurowaliśmy się na swojej połowie żeby stracić jak najmniej bramek. Najwartościowsze rzeczy buduje się cierpliwością. Ja tę cierpliwość mam. Tym bardziej, że znam warunki w klubie, wiem, w jakich realiach żyją zawodnicy. Często grają, trenują bezpośrednio po przyjściu z pracy. Na przykład z trzeciej zmiany w fabryce, jak to jest w przypadku Grzegorza Leziaka.
W swoich pomeczowych wypowiedziach, jak ta cytowana przez nas za portalem lubgol.pl, trener Matysiak sam dawał jednak do zrozumienia, że może nadszedł czas, żeby odejść.
Cenię trenera Matysiaka, że nie zrzuca winy na konkretnych zawodników, a odpowiedzialność chce wziąć przede wszystkim na siebie. Ja jestem jednak zdania, i to powiedziałem Darkowi, że jak będziemy robić zmiany personalne, to na pewno zaczniemy je od prezesa. To ja nie zapewniłem drużynie odpowiednich warunków, by ta spokojnie trenowała i grała. Może jest ktoś, kto potrafi ten klub poprowadzić lepiej i może dać Stali więcej. Zmiana trenera to nie jest lekarstwo na gorszą postawę drużyny. Przykładem jest chociażby Hetman. Zamościanom nie szło, wzięli znakomitego trenera Złomańczuka, a i tak dzisiaj są w IV lidze. Wisła Puławy zmieniła trenera na Jałochę, który dzisiaj już tej funkcji nie pełni. Zmiana trenera to działanie pod publikę, a nie prawdziwe zdiagnozowanie przyczyn.
Kraśniccy kibice muszą zbudować właściwe relacje między swoimi marzeniami, a rzeczywistością, która nas otacza. Dobra gra, jaką Stal prezentowała w ciągu ostatnich dwóch lat, była wynikiem kapitalnej atmosfery, rozpędu chłopaków. Porównując się z innymi klubami, jeśli chodzi o budżet, zaplecze, poszukiwanie utalentowanych zawodników, my jesteśmy bardzo prowincjonalną drużyną. Możemy więc się cieszyć, że przy takich skromnych możliwościach coś udało nam się zbudować. Tak nie będzie wiecznie.
To porozmawiajmy o warunkach, w jakich funkcjonuje klub.
W porównaniu z innymi klubami III ligi wypadamy bardzo blado. I nie mówię tu o takich klubach, jak Motor Lublin, od którego dzielą nas lata świetlne. Tam budżet sięga 2 mln zł, a więc przeszło dziesięciokrotnie więcej niż u nas. Zawodnicy zarabiają po 4 tysiące złotych, do tego mają mieszkanie, wyżywienie, odnowę biologiczną, jeżdżą na obozy przygotowawcze. Ale daleko nam też do pozostałych. W gazecie Życie Kraśnika spotkałem się z opinią, że w Wólce Pełkińskiej mieszka ledwie 700 osób, a my przegraliśmy z tamtejszą Wólczanką. Wielkość miejscowości nie ma żadnego znaczenia. W pierwszej lidze była kiedyś Amica Wronki z niewielkiego, jak na ten poziom rozgrywek, miasta. To zależy, jaki biznes się tam lokuje, jak samorząd inwestuje w sport. Ja z całą odpowiedzialnością mówię, że Stal jest klubem o najniższym budżecie w III lidze. To nie jest zarzut pod niczyim adresem, ale samą siłą woli, bez odpowiednich pieniędzy, nie da się wiele zdziałać. Można na fali wznoszącej pociągnąć sezon, dwa, ale więcej się nie da. Wspomnianą Wólczankę finansują samorząd i firma handlująca stalą. Jak porównywaliśmy nasze budżety, to oni się z nas śmiali, że dysponujemy tak małymi pieniędzmi, że nie mamy premii meczowych.
Jak to jest więc z pieniędzmi w Stali? Teraz macie mniej środków niż rok temu, gdy wyniki były dużo lepsze?{datsopic:20016 right}
Pieniądze od naszego głównego sponsora, czyli miasta, są mniej więcej takie same jak w roku ubiegłym. Może 3 tys. zł mniejsze. Nie mamy praktycznie żadnych długów oprócz tych wobec związku, ale współpraca z prezesem LZPN jest doskonała i sobie z tym radzimy. Jest też kilku prywatnych sponsorów. Cieszymy się z ich wsparcia, ale jest ono niewielkie w stosunku do potrzeb. W poprzednim sezonie też nie ukrywaliśmy, że to, czym dysponujemy, w zasadzie ledwie starcza na minimalną egzystencję. Mamy problemy ze spełnieniem wymagań sprzętowych. Są dalekie wyjazdy. Nie pomaga nam też stosowana polityka finansowania drużyn młodzieżowych. Musieliśmy zrezygnować z zespołu juniorów między innymi w związku z kosztami.
Chodzi tylko o brak pieniędzy?
Nie. Nasze zaplecze ? szatnie, prysznice są w opłakanym stanie. Dostajemy warunkowe pozwolenie na korzystanie z nich, ale jak długo to będzie jeszcze trwało trudno powiedzieć. Poza tym wstyd wprowadzać zawodników przyjezdnych do takich pomieszczeń. W tym roku mieliśmy na meczach kontrolnych wielu fajnych zawodników, ale nie chcieli w ogóle rozmawiać, jak zobaczyli, jakie mamy warunki ? szatnie, stadion. Barierą nie zawsze były pieniądze. My nawet nie mamy tak naprawdę piłek treningowych. Czasami uda nam się dostać wodę na mecze, treningi, a czasami nawet tego nie mamy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze