I nie chodzi tu bynajmniej o żadne wspólne piknikowanie z ptakami, ale o słynną drużynę piłkarską zwaną Orłami Górskiego, która nieco ponad 10 lat temu gościła w Kraśniku. Ówczesne gwiazdy polskiej piłki, które do naszego miasta przybyły wraz ze swoim trenerem Kazimierzem Górskim, rozegrały wówczas mecz z piłkarzami kraśnickiej Stali. Cel był szczytny, bowiem pieniądze ze sprzedaży biletów przeznaczone zostały na usamodzielnienie się wychowanków Wioski Dziecięcej SOS w Kraśniku. Dlatego dziś - kiedy już za niespełna miesiąc rozpocznie się w naszym kraju święto piłki nożnej Euro 2012, a za kilka dni w naszym mieście znów rozegrany zostanie podobny mecz, tym razem byłych wychowanków oraz przyjaciół SOS Wioski Dziecięcej w Kraśniku z Reprezentacją Artystów Polskich - naszym wehikułem wracamy do Nr 24 Głosu kraśnickiego z dnia 27 czerwca 2001 roku i prezentujemy artykuł zatytułowany ?Piknik z Orłami?. Zapraszamy do lektury.
Piknik z Orłami
Lato, Domarski, Ćmikiewicz, Dziekanowski... Nie, to nie jest przegląd prasy (nie tylko polskiej i nie tylko sportowej) z lat 70 lub 80-tych. Wyśmienici zawodnicy, gwiazdy polskiej piłki, zjechali w czwartek do Kraśnika, aby zagrać mecz z byłymi piłkarzami kraśnickiej Stali. Wraz z nimi pojawił się trener - legenda, Kazimierz Górski.
Wiadomość o przyjeździe sławnych Orłów Górskiego, która dotarła (jeszcze nieoficjalnie) około dwóch miesięcy temu, wydawała się tak wspaniała, że aż nieprawdopodobna. Duże brawa należą się pracownikom kraśnickiej Wioski Dziecięcej SOS, którzy całą imprezę wymyślili, a potem pilotowali do samego 21 czerwca. To głównie dzięki nim, a także całej rzeszy sponsorów, około 3 tyś. kibiców zobaczyło mecz, o którym będzie się mówiło w naszym grodzie przez lata. Cena biletów - 7 zł. Nie okazała się na szczęście wielką barierą, a warto przypomnieć, że pójdą one na szczytny cel - usamodzielnianie się wychowanków Wioski wkraczających w dorosłe życie.
Sama impreza, jakby dla kontrastu, rozpoczęła się przedmeczem piłkarskich nadziei, w którym dwunastolatkowie z UKS Orły przy SP nr 5 pokonali 2: l swych rówieśników trenujących w barwach FKS Stal. Stadion zapełniał się powoli już od godziny{datsopic:1538 right} 16, a na 15 minut przed pierwszym gwizdkiem trudno było znaleźć nawet dobre miejsce stojące. Starsi kibice zastanawiali się, kiedy ostatnio wydarzenie sportowe ściągnęło taką liczbę ludzi na stadion. Chyba pamiętne zakończenie Tour de Pologne na początku lat 70-tych i sławetny upadek Szurkowskiego przy starym zegarze...
Pierwsi na płytę boiska wybiegli (a ściślej rzecz biorąc, wyszli) gospodarze, czyli ?starzy chłopcy" (dosłowne tłumaczenie angielskiego ?oldboy") kraśnickiej Stali. Przede wszystkim ci, którzy radowali kibiców swą grą przed mniej więcej 20 laty, ale najstarsi, Franciszek Jaworski i Ryszard Dworzecki, występowali w spotkaniach ligowych już w 1963 roku! Zresztą razem z Ryszardem Łysanowiczem, któremu przypadł zaszczyt poprowadzenia, a wcześniej wyselekcjonowania zespołu na to niezwykłe sportowe wydarzenie. Ostatecznie w czerwonych koszulkach zagrali: Krzysztof Kołosiński, Julian Burakiewicz, Ryszard Brzychcy, Zbigniew Golda, Bogusław Oblewski, Janusz Małek, Wiesław Pop, Ryszard Dworzecki, Marek Leśniewski, Franciszek Jaworski, Krzysztof Kaniewski (Wioska Dziecięca SOS, junior Stali) oraz Dariusz Gil, Wacław Dworzecki, Wiesław Dydo, Jan Woźniak, Kazimierz Rzepecki, Adam Gil, Stanisław Bijak, Jacek Romanowski, Roman Górniak, Jacek Matysek, Dariusz Małaczek i Włodzimierz Dymitrak. Na ławce rezerwowych siedzieli jeszcze ubrani ?po cywilnemu" Jan Błaszkiewicz, Zdzisław Filipczuk i oczywiście Ryszard Łysanowicz. Chociaż przyjemnie było odkurzyć wspomnienia (nie wspominając o {datsopic:1539 left}lokalnym patriotyzmie), to kibice jednak z niecierpliwością wypatrywali pojawienia się tych, dzięki którym piłka nożna awansowała w Polsce do rangi sportu narodowego, a powiedzenie ?piłka nożna to nie jest najważniejsza rzecz na świecie, to coś znacznie ważniejszego" obowiązuje do dziś. Wielką niespodziankę sprawił zgromadzonym na stadionie twórca tych sukcesów, obchodzący w tym roku osiemdziesiątą rocznicę urodzin, polski trener wszech czasów Kazimierz Górski. Mimo słabego zdrowia i kłopotów z poruszaniem się pan Kazimierz zasiadł na trybunach i rozdał setki autografów. Niewielu pewnie dotąd wiedziało, że w 1961 r. Górski przez pewien czas trenował piłkarzy Stali, dojeżdżając do Kraśnika z Lublina, gdzie wówczas mieszkał. A potem wyszli na boisko ci, którzy wraz z panem Kazimierzem szturmowali w 1973 r. Anglię: Jan Domarski i Lesław Ćmikiewicz, a także Zygmunt Kalinowski, Mirosław Bulzacki, Karol Kordysz, Jerzy Wijas. Ryszard Milewski, Marek Kusto, Jan Furtok, Dariusz Dziekanowski i Stefan Majewski. W drugiej połowie zagrali ponadto: Kazimierz Kmiecik, Władysław Szaryński, Mirosław Okoński i Henryk Miłoszewicz. Kibice zmartwili się nieco, że nie obejrzą w akcji króla strzelców WM 74 Grzegorza Laty. Świetnie ?robiący" spikerkę Andrzej Kandzierski uspokajał, że pan Grzegorz, co prawda spóźniony, ale na pewno przyjedzie. Spotkanie poprowadził w zastępstwie nieobecnego Michała Listkiewicza (parę dni później okazało się, że przygotowywał rewolucję rozgrywek I ligi) warszawiak Bogdan Juras, a wspomagali go na linii Marian Rapa (prezes LZPN w drugiej połowie przejął obowiązki ?głównego") oraz kraśniczanin Krzysztof Szewczyk. Jeszcze tylko słowo wstępne ze strony dyrektora Wioski SOS Wojciecha Czepczyńskiego oraz burmistrza Piotra Czubińskiego, no i zaczęło się. Nasi z podeszli do rywala z ogromnym respektem, z rzadka przekraczając połowę boiska. Najwięcej oklasków otrzymywał Krzysztof {datsopic:1536 right}Kołosiński (niegdyś w IV lidze przez 1156 min. nie wyjmował piłki z siatki), efektownie broniąc uderzenia Janów Furtoka (co za szybkość!) i Domarskiego (54 lata, nadal znakomite panowanie nad futbolówką). W 11" dokładne dośrodkowanie Ryszarda Milewskiego na bramkę zamienił dokładnym strzałem z powietrza wspomniany wcześniej Furtok. I jak się później okazało, był to jedyny gol, jaki zobaczyliśmy tego popołudnia. Co wcale nie znaczy, że 3 -tysięczna grupa kibiców się nudziła. Piękna pogoda, postacie znane z telewizji i gazet, w dodatku chętnie rozdające autografy, spikerka z dużą dozą humoru, konkursy ? wszystko to sprawiło, że publiczność potraktowała mecz jak wspaniały piknik. Tylko dwukrotnie eks-stalowcy poważniej zagrozili piłkarskiej świątyni strzeżonej przez Zygmunta Kalinowskiego. Najpierw w 19" Roman Górniak płaskim uderzeniem z 16 m sprawdził refleks bramkarza Orłów, a tuż po przerwie Jan Woźniak trafił co prawda w siatkę, ale ... boczną (?Żebym był zdrowy, to bym jeszcze posadził ?Kalego" na trawie i wjechał do bramki" - niefortunny strzelec był po meczu niepocieszony). Siedzący w pierwszej połowie na ławce rezerwowych (jak na pamiętnych mistrzostwach świata w RFN) Kazimierz {datsopic:1565 left}Kmiecik zachęcał kraśniczan do bardziej ofensywnej gry, a kibice rzęsistymi oklaskami potwierdzili, że się z byłym wiślakiem, a obecnie trenerem Dalinu Myślenice w pełni zgadzają. Ale nasi pamiętali chyba o niedawnej klęsce Orłów Kazimierz 1:8, więc raczej strzegli tyłów. ?Gdybyśmy byli w stanie podjąć z nimi otwartą walkę, to my gralibyśmy w Orłach Górskiego" ? mówił później Włodzimierz Dymi trak, najskuteczniejszy strzelec drużyny, która w 1972 roku zdobyła wicemistrzostwo Polski juniorów. Druga połowa, zwłaszcza po zejściu z boiska najmłodszego ?Orła" Dariusza Dziekanowskiego, była nieco bardziej wyrównana, choć i tak na najwyższą ocenę zasługiwał wśród stalowców stoper Janusz Małek. Do niedawna jeszcze gracz, a obecnie trener Polonii Bytom imponował sportową sylwetką oraz pewnością interwencji. Ostatni gwizdek pana Rapy nie zakończył wcale całej imprezy. Wtedy bowiem w centrum zainteresowania znalazł się Grzegorz Lato. Popularny ?Bolek" dotarł do Kraśnika w przerwie meczu. Co prawda w strój sportowy sienie już nie przebrał, zajął tylko miejsce na trybunach obok Kazimierza Górskiego i w wianuszku łowców autografów oglądał drugą połowę. Po spotkaniu na płycie boiska został uroczyście pasowany na ambasadora Wiosek Dziecięcych SOS w Polsce. Przewodniczący Stowarzyszenia Wiosek Dziecięcych SOS prof. Ryszard Kucha zauważył przy okazji dowcipnie, że Lato przywiózł do Kraśnika... lato, bo istotnie słoneczko przez te kilka godzin przygrzewało aż miło. Później, gdy wszyscy spragnieni podpisów na kartkach, książkach, piłkach, koszulkach itp. zostali usatysfakcjonowani, główni aktorzy czwartkowego widowiska pojechali na ul. Gmeinera, gdzie na terenie Wioski Dziecięcej posilili się przy grillu. A kibicom pozostał niedosyt, że wszystko trwało tak krótko...
Sponsorami widowiska byli: Urząd Miejski w Kraśniku, FŁT Kraśnik S.A., PKO BP S.A. w Lublinie, MOSiR, Zakłady Poligraficzne -Anna i Janusz Geneja, PPU Trinart, KPWiK, Tadeusz Pastucha, Bank Spółdzielczy Kraśnik, KPEC, Green Bar Piotra Jasińskiego, kawiarnia ?Wiola", hurtownia wędlin ?Karol", AGA Market, Auto-Motor Kraśnik, Klub Turystyczny DAL, Salon Fryzjerski ?Anna?, Annex, PPHU Manhattan.{datsopic:1520 right}
Powiedzieli:
Kazimierz Górski:
Skorzystaliśmy z zaproszenia, bo cel imprezy jest bardzo wzniosły. Co do składu, to grają ci, którzy dzisiaj mogli się stawić. Są to zawodnicy już zaawansowani wiekowo, ale nie zapomnieli, jak się gra w piłkę. Myślę, że była to zabawa w piłkę, prawdziwy piknik. Szkoda, że nie zagrał Grześ Lato, który z powodów osobistych dojechał później.
Ryszard Łysanowicz:
Przeciwnik był na pewno lepszy. Moi chłopcy trochę za głęboko się cofnęli, nie chcieli zaryzykować bardziej otwartej gry. Ze swej strony żałuję, że tak mało przyjechało zawodników z pamiętnej drużyny pana Górskiego. Byłoby jeszcze ciekawiej.
Julian Burakiewicz:
Biegało się ciężko. Ale jak się waży ponad 100 kg, to nogi już nie niosą. Taki mecz to dla nas nobilitacja. To są orły, a my przy nich małe ptaszki.
Roman Górniak:
Strasznie żałuję niewykorzystanej sytuacji. Nie wiedziałem, że obrońca się przewrócił i mogłem podciągnąć jeszcze parę metrów. Chyba trochę zabrakło nam zgrania, tym nas przeciwnicy z pewnością przewyższali.
Fotogalerię z tego wydarzenia można znaleźc klikajac tutaj.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze