Reklama

Jak nie człowiek czuł się człowiek. Wspomnienia z kraśnickich wydarzeń 1959 roku

Za kilkanaście dni minie 55 lat od wydarzeń ?kraśnickiego czerwca?. Wydarzenia te związane są z walką o kościół w Kraśniku Fabrycznym. Wiele osób było wtedy represjonowanych, niesłusznie oskarżonych i skazanych. Jedną z takich osób był pan Lucjan Kuśmierczyk. Nie będzie go jednak na uroczystościach związanych z rocznicą. Kilka dni temu zmarł w wieku 79 lat. Wczoraj odbył się jego pogrzeb. Przypominamy artykuł z Głosu Ziemi Kraśnickiej z 1999 roku, zamieszczony tuż przed odsłonięciem pomnika upamiętniającego tamte wydarzenia. To zapis wspomnień pana Lucjana z tamtych dni.

 

Krzyż za szkołą

Za obecną Szkolą Podstawą Nr 5 poza ogrodzeniem ktoś postawił krzyż. Przy krzyżu modlili się ludzie, odprawiane były nabożeństwa majowe, czerwcowe. To pod tym krzyżem, za pozwoleniem Wojewódzkiej Rady Narodowej pod koniec czerwca 1957 roku 250 dzieci przyjęło I Komunie Świętą. I tak miejsce to stało się centrum życia religijnego w tej dzielnicy miasta. I tak było do 26 czerwca 1959 roku, kiedy to milicjanci z posterunku w dzielnicy Fabrycznej rozebrali prowizoryczną kapliczkę oraz zabrali na posterunek przedmioty kultu religijnego i inne rzeczy z miejsca modlitw. Ludzie zażądali zwrotu tego, co zabrali milicjanci. Gdy nadal milicja nie chciała zwrócić tych przedmiotów wrzenie w tłumie, który się zebrał, zrosło. Śpiewano religijne pieśni, modlono się, ale i coraz głośniej domagano się tego, co zabrano.

Reklama

- Gdy dowiedzieliśmy się z kolegą, że coś się dzieje pod posterunkiem, poszliśmy tam od razu - opowiada pan Lucjan - Zebrał się spory tłum, wśród nich dzieci, osoby starsze. Wszystko po tym jak milicja rozmontowała miejsce w którym się modliliśmy. Ci, którzy byli wierzący, chcieli się razem modlić, potrzebowali tego. Przyjeżdżał ksiądz z pobliskiej parafii, wszyscy liczyliśmy na to, że będzie to początek nowego kościoła.

 

Kamienie kontra pałki

 

Milicja wzywała do rozejścia się, ale tłum nie ustępował. Twardo obstawał przy swoim ? chciał tylko jednego: zwrócenia rzeczy, które zabrała milicja z polany za szkołą. Był już wieczór. Nastroje wśród ludzi były coraz bardziej wrogie, gdyż milicjanci nie spełnili żądań zebranych osób. Postanowiono więc wejść do posterunku i zabrać rzeczy. W ruch poszły pałki a z drugiej strony kamienie. Wybito m.in. szyby w posterunku i sąsiadującym z nim Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Wezwano posiłki m.in. Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego z Lublina, straż pożarną, która polewała zgromadzonych wodą.

Reklama

- Ja poszedłem do domu wcześniej - mówi pan Kuśmierczyk - Stwierdziłem, że to na niewiele się zda. Mieszkałem wtedy niedaleko dawnego robotniczego hotelu, w którym było sporo młodych ludzi. Obserwowałem, jak milicja łapała wszystkich, którzy się wtedy kręcili po mieście. Tych, którzy byli mokrzy wyciągano nawet z łóżek i zabierano od razu. Sprawdzano nie tylko hotel, ale i prywatne mieszkania, piwnice. Na drugi dzień spokój jak gdyby nic się nie stało. Zdążono nawet zaszklić powybijane szyby. Zniszczeń nie było wiele, ale gdzie jakiś szyld był naderwany, czy uszkodzona rynna - wszystko to przy tej okazji wykorzystano.

Przez noc aresztowano ok. 1000 osób, z których po wylegitymowaniu zwolniono zatrzymując w areszcie tylko kilkanaście. Wiele osób kolegium ukarało wysokimi grzywnami. Nie wszystkich aresztowano od razu. Pana Lucjana Kuśmierczyka dopiero po dwóch tygodniach.

Reklama


Dlaczego ty nie siedzisz

 

- Przyczynił się do tego jeden z pracujących w fabryce kierowników, pan W. Mieszkał nad komisariatem, widział mnie w zgromadzonym tłumie i napisał na mnie donos. Pewnego dnia, to był piątek, przyszedł do mojego stanowiska pracy i zapytał zdziwiony: ?Dlaczego ty jeszcze nie siedzisz?". Zaskoczyło mnie to. W sobotę byłem na weselu u siostry. W poniedziałek poszedłem do pracy. Miałem tego dnia urodziny. Jedna z pań zapytała mnie czy nie było milicji u mnie w domu. W czasie pracy dostałem telefon z komisariatu milicji, żebym się stawił na rozmowę z prokuratorem powiatowym. Na posterunku skierowano mnie do pokoju na górze gdzie już na mnie czekano.

Reklama

W tym czasie prowadzący tę sprawę prokurator przesłuchiwał jednego z oskarżonych. Później wezwany został pan Kuśmierczyk. Prokurator odczytał mu akt oskarżenia, sporządzony na podstawie donosu, który brzmiał: ?Dnia 26 czerwca 1959 r., w Kraśniku Fabrycznym, powiatu kraśnickiego, wzięli aktywny udział w zbiegowisku publicznym, przy czym Marian Piotrowski, Józef Morawski, Lucjan Kuśmierczyk, Alfred Kozłowski i Henryk-Kazimierz Nieć wraz z innymi, rzucając kamieniami zdemolowali lokal miejscowego Posterunku M.O. i Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, a Zygmunt Czajko uderzył ręką w głowę członka ORMO Tadeusza Barana i w twarz Jana Łodziaka, przywołanego do pomocy funkcjonariuszom M.O., w wyniku czego ci ostatni doznali lekkich obrażeń ciała."

 

Reklama

Warszawą w kajdankach

 

- Przedstawiłem prokuratorowi moją wersję wydarzeń - kontynuuje pan Lucjan - po wysłuchaniu której oświadczył on, że zeznania są sprzeczne z tym, co napisał w donosie pan W. i że jestem aresztowany. Od razu skuto nas razem z p. Kozłowskim i razem powieziono starą warszawą do Komendy Powiatowej Policji do aresztu. Siedziałem w areszcie 3 tygodnie. W celi było bardzo gorąco, twardo. O podstawowej higienie nie było co marzyć. Czułem się bardzo źle, do tego dochodził stres w związku z aresztem. Wzywano nas na przesłuchania o różnych porach, także nocnych bez zapowiedzi. Czasami przesłuchujący byli pijani. To wszystko sprawiło, że podupadałem na zdrowiu. Poprosiłem o wizytę lekarską. Lekarz stwierdził, że w takim stanie w areszcie przebywać nie mogę i przeniesiono mnie do szpitala więziennego do Rzeszowa. W niczym nie przypominało to jednak szpitala ? malutka cela w której siedziało 9 więźniów.

Reklama

 

Milicjant kłamie

 

Po miesiącu rozprawa. -To był typowy proces pokazowy, zorganizowany w ówczesnym Domu Ludowym. Dwa dni się toczył. Mnóstwo świadków przesłuchano, odczytano wiele pism z organizacji, instytucji, firm, które oczywiście potępiły zajścia ?uderzające we władzę ludową" -przypomina sobie pan Kuśmierczyk.

- Na moją niekorzyść zeznawał pewien milicjant. Stwierdził, że widział mnie na miejscu zajść i tym bardziej rozpoznał, gdyż widział mnie na drugi dzień po zajściach w areszcie. Kłamał, gdyż aresztowano mnie dwa tygodnie po całych wydarzeniach. O tym dobrze wiedział sędzia. Wzburzony kłamstwem próbowałem to wykrzyczeć, ale szybko mnie uciszono. Wielu świadków widziałem po raz pierwszy i ich zeznania były podobne. Zorganizowano na nas taką nagonkę i oczywiście skazano. Ja dostałem jeden z większych wyroków - 2,5 roku więzienia. Miałem wtedy 24 lata.

Reklama

 

Więzienie dla zdrowia

 

Spędziłem w więzieniu 2 lata i 2 tygodnie. Wiele chorowałem. To, iż miałem wyrok w sprawie związanej z religią sprawiał, że w więzieniu jedni podchodzili do mnie życzliwie, a inni wprost przeciwnie. Jeden z lekarzy gdy dowiedział się za co siedzę, napisał mi w orzeczeniu, że warunki więzienne są lepsze dla mojego zdrowia, gdyż nie grożą mi tutaj takie zagrożenia jak papierosy czy wódka i będzie to z korzyścią dla mojego zdrowia. Natomiast inny lekarz gdy opowiedziałem mu swoją historię załatwił mi pobyt w szpitalu więziennym, gdzie warunki były o niebo lepsze od tych jakie panowały w celi.

Reklama

Pan Kuśmierczyk został zwolniony przez sąd dzięki dobrej opinii. Wrócił do domu. Próbował wrócić do swojej pracy - w fabryce. Jednak odmówiono mu. Stwierdzono, że nie ma miejsc, że brak kwalifikacji. Pan Lucjan znalazł pracę jako monter w PKS. Jednak po kilku latach role się odwróciły i próbowano ściągnąć pana Lucjana do fabryki, gdyż potrzebowano fachowców, z praktyką.

 

Dwa sumienia

 

Po wyjściu z więzienia pana Lucjana na ulicy zaczepił prokurator, który prowadził jego sprawę.

- Być może go to trochę dręczyło, bo zapytał mnie czy wyrok był słuszny. Odpowiedziałem mu, że według sądu chyba tak, bo opierał się przecież na zeznaniach, świadkach. Ale w swoim sumieniu nigdy się z tym wyrokiem nie pogodzę. Skazano mnie jak bandytę czy złodzieja, a przecież niczego nie zrobiłem. Jako katolik stwierdziłem, że powinienem tam być i poszedłem pod posterunek. To uznano za przestępstwo, upokorzono. Jak nie człowiek czuł się człowiek.

Reklama

Do dzisiejszego dnia, pomimo pisania do większości urzędów łącznie z prezydentem pan Kuśmierczyk jak i inni z ponad 26 represjonowanych osób nie uzyskali kasacji wyroków. Nie ma bowiem akt ich spraw, a pierwsza sprawa o odtworzenie odbędzie się dopiero 10 października br. Jak powiedział pan Lucjan do tej pory niechętnie się odnoszono do tej sprawy. Wiele osób próbowało się starać o odszkodowania, jednak wszędzie odpowiadano im, że ?nie podchodzą pod odpowiednią ustawę?.

- Nie mam już nadziei na cokolwiek.

Reklama

Grzegorz Jankowski, Głos Ziemi Kraśnickiej nr 18, 16.09.1999 r.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Krasnik24.pl




Reklama