W drodze jest w zasadzie przez dwanaście miesięcy w roku. I tak od kilku już lat. Podróżuje rowerem z przyczepką. Przyczepką na której zresztą śpi. Misja którą realizuje polega na wyposażaniu rowerów w elementy odblaskowe. Wszystko po to, by jeżdżący jednośladami byli bardziej widoczni, a tym samym bezpieczniejsi na drodze.
Odblaskowy Anioł ze Szczecina, czyli Maciej Stawinoga, jest teraz w drodze z Białegostoku do Bełchatowa po nową partię odblasków. Prostą drogą jednak nie jedzie, stąd na jego trasie znalazł się też Kraśnik.
Maciej Stawinoga: Byłem świadkiem tragicznego zdarzenia. Za moimi plecami na przejściu dla pieszych zginęła dziewczynka. Wtedy uświadomiłem sobie, że powinienem coś zrobić dla poprawy bezpieczeństwa na drogach.
I tak już od 2009 roku jestem w trasie i rozdaje odblaski.
Nie zabiega o rozgłos, nie jest elementem jakiejś wielkiej medialnej akcji. Po prostu stara się pozyskiwać różnego rodzaju elementy odblaskowe ze stacji benzynowych, sklepów, skąd się tylko da, a później rozdaje je na trasie.
Niestety Maciek nie do końca miło będzie wspominał ubiegłotygodniową wizytę w Kraśniku. Co prawda trafił tu też na dobrych ludzi, między innymi ze sklepu rowerowego w dzielnicy fabrycznej miasta, którzy udzielili mu pomocy technicznej, ale z kolei ?za skórę zaleźli mu? nasi policjanci. Nie tylko kazali zgasić ognisko przy którym chciał się rozgrzać, ale też chcieli nałożyć mandat na znajomego kierowce tira, który zatrzymał się, by poczęstować go gorąca herbatą.
Odblaskowy Anioł: W ten sposób zabija się w ludziach chęć niesienia pomocy innym. Ktoś chciał mi pomóc, nie stwarzał żadnego zagrożenia, ale mu w tym przeszkodzono. Ognisko które rozpaliłem też zagrożeniem nie było, bo to było po deszczu, wszystko było mokre.
Więcej o Odblaskowym Aniele przeczytać można tutaj.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze