Partia Kaczyńskiego ma bardzo dobre notowanie w regionie lubelskim. Zdobycie przez PiS 11 lub więcej mandatów w wyborach do Rady Powiatu Kraśnickiego oznaczać będzie druzgocącą porażkę od lat rządzącego PSL i straty, których może nie uda się już odrobić. Zwłaszcza, gdy przegrają też PSLowscy wójtowie w gminach. Obie partie rywalizują głównie na wsiach i o tego samego wyborcę. Obie stanowią dla siebie nawzajem największe zagrożenie. W samym Kraśniku sprawa jest otwarta. Już dziś mówi się o trzech silnych kandydatach z trzech największych partii: Jarosławie Czerwie, Mirosławie Włodarczyku i mniej znanym przedstawicielu ludowców Piotrze Janczarku (dobry wynik w poprzednich wyborach). To prawdopodobnie wśród nich rozegra się walka o rządzenie miastem. A wybory do Rady Miasta? Tu czeka nas rewolucja ? okręgi jednomandatowe.
Mniej więcej za rok czekają nas najważniejsze dla lokalnych społeczności wybory. Oczywiście chodzi o wybory radnych, wójtów i burmistrzów. Mieszkańców Kraśnika i powiatu czekają tu pewne ? w przypadku miasta można by nawet uznać, że rewolucyjne - zmiany. Postanowiłem ? teoretycznie - poukładać dziś wyborcze puzzle. Jak wiadomo puzzle to zabawa. I dziś można pewne rzeczy traktować w formie przypuszczeń i własnych obserwacji. Ale w polityce ? także tej samorządowej pewne działania wywołują konkretne skutki. Jakie to będą działania i skutki przekonamy się w przyszłym roku. Dziś jest czas na układankę...
W powiecie zmniejszy się liczba radnych: będzie ich 21, a nie 23. Wynika to z tego, iż zmniejszyła się liczba mieszkańców powiatu co pociąga za sobą zmiany w liczbie reprezentujących ich radnych.
W powiecie mniej radnych
Swoich reprezentantów w radzie stracą prawdopodobnie mieszkańcy dwóch wiejskich okręgów z gmin Kraśnik, Szastarka, Trzydnik Duży oraz Urzędów, Wilkołaz, Zakrzówek. Podejrzewam, że mieszkańcy rozpaczać z tego powodu raczej nie będą, choć ich reprezentacja w radzie powiatu będzie słabsza. Ale taka sytuacja ma znaczenie w kontekście całej rady. Dwóch radnych mniej oznacza, że teoretycznie łatwiej będzie skonstruować koalicję - potrzebnych będzie mniej radnych do większości. Taka sytuacja to pokusa dla dużych partii. Jeżeli udałoby im się zebrać ponad 11 mandatów po wyborach, mieliby w radzie większość ? mogliby wybrać Zarząd Powiatu i starostę. Nie musieliby się z nikim dzielić władzą. Takich dużych graczy w powiecie jest dwóch: to PiS kierowane przez Jarosława Stawiarskiego i PSL dowodzone przez nowego starostę Andrzeja Maja. Czeka nas więc ciekawa i zapewne zażarta walka o pełnię władzy w powiecie. Do stracenia (lub zyskania) jest bowiem wszystko. Ale często gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Tym trzecim może być grupa radnych związanych ze środowiskiem PO. Przy zapewne ostrej kampanii, w której obie duże partie będą bić się o każdy mandat, część wyborców może wybrać trzecią drogę. Wtedy to języczkiem u powiatowej wagi może być właśnie ta najmniejsza grupa.
Możliwy jest też teoretycznie taki scenariusz, że obie duże partie dogadują się i tworzą koalicję. To jednak mało prawdopodobne. Patrząc na poprzednie wyniki wyborów i ich elektorat, obie rywalizują głównie na wsiach. Wspólne rządzenie jest im nie do końca na rękę. Wspieraliby bowiem swojego naturalnego rywala. Mogłoby się okazać, że współkoalicjant zyskuje głosy w tym samym elektoracie i mógłby z czasem samodzielnie objąć rządy. A w polityce myśleć się powinno nie na jedną kadencję, ale na wiele lat do przodu. PSL i PiS na wsiach praktycznie nie mają konkurencji, a los Samoobrony dobitnie pokazuje, że aby wygrać ? trzeba rozpychać się łokciami. Albo polec.
Bardziej prawdopodobne jest więc, że jeśli nie będzie jednego zwycięzcy, to z najmniejszą grupą radnych negocjować będą najwięksi gracze w powiecie. W najlepszej sytuacji jest tutaj PSL, który ma już z PO "poukładany" powiat. Czy PiS stoi na przegranej pozycji? Niekoniecznie. Chcąc współrządzić, może zaproponować mniejszościowym radnym więcej niż oferuje im teraz PSL. Jak widać teoretycznych układanek jest tutaj sporo. Jednym z ważnych jej elementów będą jeszcze wybory na burmistrza i do Rady Miasta Kraśnik.
Wszystkie trzy partie zapewne w nich wystartują (silniej zaistnieć w wyborach do miasta chce też PSL). I zapewne od wyniku wyborów w mieście Kraśniku, jak i do Rady Powiatu, zależeć będzie ostateczny układ polityczny na terenie powiatu. Jedno jest pewne. Zdobycie przez PiS 11 lub więcej mandatów w wyborach do Rady Powiatu oznaczać będzie druzgocącą porażkę PSL i straty, których może nie uda się już odrobić.
Jeden okręg - jeden radny
Jeśli chodzi o miasto, to zajdą tutaj spore zmiany. Przynajmniej jeśli chodzi o wybory do Rady Miasta. Do tej pory mieliśmy w mieście 4 okręgi wyborcze. Teraz będzie ich tyle ilu radnych, czyli 21. W dotychczasowych wyborach spore znaczenie przy wyłanianiu radnych miało to, ile głosów dostał dany komitet wyborczy. Od przyszłorocznych wyborów ten kandydat, który w danym okręgu dostanie największą liczbę głosów zostanie radnym.
Co to zmienia? Od przyszłego roku wystarczy zebrać 25 podpisów, i już prawie można zostać kandydatem na radnego. Do tej pory, by kandydować na radnego miejskiego, trzeba było wiązać się z jakimś dużym komitetem o konkretnej linii. Wielu osobom nie było to na rękę: utożsamiać się z konkretną partią czy grupą. Teraz kandydować mogą na własne konto i mają pewność, że będą pierwsi na liście. Taka sytuacja może spowodować, że wiele osób, które do tej pory nie chciały się angażować w działania samorządu z powodu jego upolitycznienia, teraz będzie mogło startować do wyborów pod własnym nazwiskiem bez oglądania się na partie i komitety.
Ile takich osób się pojawi? Czy kraśniczanie - przyzwyczajeni do oddawania głosów na partie i komitety - zaufają nowym kandydatom i zagłosują na nowych ludzi a nie na tych wskazanych przez polityków? To pytania, które są kluczowe dla przyszłorocznych wyborów do rady.
Będzie handel?
W nowej wyborczej rzeczywistości łatwiej kandydatom do rady będzie prowadzić także kampanię. Okręgi są bowiem dużo mniejsze i obejmują przeważnie kilka-kilkanaście bloków lub kilkadziesiąt domków. Nie trzeba więc wydawać ogromnych pieniędzy na kampanię. Teoretycznie więc każdy kandydat będzie mógł z ulotkami w ręku obejść cały swój okręg od drzwi do drzwi. Czy mieszkańcy będą mieli cierpliwość do takich wyborczych "domokrążców", czy trzeba będzie znaleźć inny, bardziej oryginalny sposób na kampanię, żeby wyróżnić się spośród innych kandydatów? Na pewno trudno będzie przekonać do siebie tylko i wyłącznie licząc na materiały wyborcze wrzucane do skrzynek pocztowych lub dostarczanych do drzwi.
Kampania wyborcza do rady na pewno będzie ciekawa. Otóż bowiem radny wybrany w okręgu jednomandatowym ma dużo gorzej. Teoretycznie jest bowiem radnym całego miasta, ale mieszkańcy, którzy wybierają go w swoim - małym od przyszłego roku - okręgu, będą mieli na pewno oczekiwania co do inwestycji, inicjatyw realizowanych na swoim terenie. Mogą się więc pojawić kandydaci, którzy swoją kampanię będą kierowali w tym kierunku, obiecując wiele na swoim terenie. Gdy taki radny dostanie się do Rady, wtedy będzie musiał zabiegać o to, by jego inwestycje pojawiły się w budżecie. Może to powodować polityczny "handel": ja tobie zagłosuję np. za chodnikiem, a ty mi za placem zabaw. Ale to melodia przeszłości. Wróćmy do kampanii wyborczej.
Tacy kandydaci nie popierani przez duże komitety zyskują pewien argument: za nami nie stoją polityczne interesy, nie stoi żadna partia czy grupa. My idziemy do wyborów wyłącznie po to by działać dla dla dobra naszych wyborców. Czy taki argument podziała na wyborców?
Jak ciekawe będą to wybory, świadczyć może fakt, że wielu z obecnych radnych, patrząc na nowy podział okręgów wyborczych, jeszcze nie zdecydowała, gdzie konkretnie wystartuje. Wielu z nich swój elektorat ma np. w miejscu pracy a nie zamieszkania, niektórzy radni bardziej znani są w miejscach skąd pochodzą, a niekoniecznie nadal mieszkają itp. Teraz więc trwać będzie układanka: kto i gdzie.
Problem będą miały także i duże komitety. Do tej pory na listach miały co najmniej kilkanaście osób w jednym okręgu, które pracowały na wspólny sukces. Teraz więcej niż jeden kandydat to już odbieranie sobie głosów. Ci politycznie bardziej ambitni, dla których partia nie znajdzie miejsca na listach, mogą chcieć wystartować, sami licząc na podobny elektorat.
To może zaostrzyć i bardziej ubarwić kampanię. Może też ją sprowadzić do prześcigania się na zasługi i obiecanki. Tym bardziej, że już dziś wiele partii, które pojawiły się na polskiej scenie politycznej w ostatnich latach, deklaruje, że będzie chciało w wyborach samorządowych zaistnieć.
Kto na burmistrza?
Nic nie zmienia się w systemie wyborów na burmistrza. Już dziś mówi się o trzech silnych kandydatach z trzech największych partii: Jarosławie Czerwie, Mirosławie Włodarczyku i mniej znanym przedstawicielu ludowców Piotrze Janczarku (dobry wynik w poprzednich wyborach). To prawdopodobnie wśród nich rozegra się walka o rządzenie miastem. Czy pojawi się jeszcze ktoś, kto będzie realnie liczył się w walce o głosy? Do tego trzeba bowiem sporych pieniędzy, zaplecza w postaci odpowiednich ludzi i czasu. Do niedawna wśród kandydatów wymieniano do niedawna także Piotra Iwana, prezesa SM ?Metalowiec". Ostatnio pojawia się także w kontekście wyborów na burmistrza nazwisko radnego Jacka Madejka.
Ostateczny kształt nowej Rady Miasta, wynik (prawdopodobnie) pierwszej i drugiej tury wyborów na burmistrza oraz wybory do Rady Powiatu będą miały wzajemny wpływ na to, jak będzie wyglądać polityczna układanka w mieście i powiecie od 2014 roku. Kto z kim będzie rządził w obu samorządach zależeć będzie m.in. od tego ilu radnych będzie miał po swojej stronie, na jakie ustępstwa będzie chciał pójść i co drugiej stronie będzie mógł i chciał zaproponować.
To wszystko ma znaczenie nie tylko w kontekście rozwoju miasta czy powiatu. To również kwestia przyszłości dla wielu konkretnych ludzi i ich rodzin. To życiowa kwestia dla tysięcy osób. Znamy brutalne realia lokalnej polityki. Zwycięzca bierze wszystko. Przede wszystkim stołki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze