Niesamowite wydarzenie sportowe, piękny stadion, wspaniała atmosfera, bajecznie grający Hiszpanie i niesamowici irlandzcy kibice, którzy mimo że ich drużyna poległa aż 0:4 wspierali ją do samego końca i dziękowali po spotkaniu. Wczorajszego meczu na PGE Arena długo nie zapomnę.
Hiszpanie byli zdecydowanie lepsi, a w drugiej połowie grali już w zasadzie z Irlandczykami w ?dziada?. Na murawie rządzili piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego, ale na stadionie to kibiców z "zielonej wyspy" było zdecydowanie więcej i to oni przewodzili na trybunach. Jak mecz wyglądał pod względem sportowym, to pewnie większość kibiców widziała w relacji TV. Ograniczę się więc tylko do kilku spraw, których na szklanym ekranie widać nie było. 
PGE Arena co prawda do użytku została oddana już jakiś czas temu, ale dookoła niej wciąż znajduje się jeden wielki plac budowy. Nie ze wszystkich stron można więc było do stadionu dotrzeć szerokimi ulicami i chodnikami, i konieczne było kluczenie po jego ?zapleczu?. Na szczęście trasa była dobrze oznakowana. Wejście na stadion odbyło się za to bardzo sprawnie. Stewardzi i obsługa byli bardzo mili, chętnie udzielali informacji, podpowiadali gdzie szukać swoich miejsc. Nie było też jakiejś drobiazgowej kontroli dokumentów. Jeśli ktoś nie wzbudzał podejrzeń, to najpierw został jedynie standardowo obszukany, a później musiał tylko włożyć bilet w czytnik i przejść przez bramkę. Żadnego sprawdzania dowodów osobistych, choć oczywiście na wszelki wypadek lepiej było mieć jakiś dokument w kieszeni.
Na stadionie zaczęło się coś dziać na długo przed tym, zanim zawodnicy wybiegli na murawę. Pojawili się między innymi trzej konferansjerzy ? Polak, Irlandczyk i Hiszpan - którzy mieli rozruszać kibiców, nauczyć tradycyjnych przyśpiewek piłkarskich poszczególnych reprezentacji. Towarzyszyły im cheerleaderki. Później był oczywiście przedmeczowy rozruch obu zespołów i specjalny program artystyczny przygotowany z okazji meczu Hiszpania ? Irlandia i. Nie można było się więc nudzić.
I na koniec jeszcze dwie uwagi. ?You"ll never beat the Irish? - jak śpiewali ?zieloni kibice?, nawet jak ich reprezentacja przegrywa. My Polacy powinniśmy się tego od nich nauczyć. Po drugie według mojego 3-letniego syna, który mecz oglądał z mamą w TV, nie tylko było widać mnie na trybunach, ale byłem też na boisku i nawet strzeliłem bramkę. I tego się trzymajmy. ;-)
Zdjęcia z trybun można odnaleźć tutaj.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze