Dzięki współpracy z jednym ze sponsorów Euro 2008 miałem to szczęście, że uczestniczyłem w meczu polskiej reprezentacji z Austrią na stadionie Ernsta-Happela w Wiedniu. To niezapomniane przeżycie. Praktycznie od momentu wylądowania w Wiedniu wszędzie czuć było atmosferę piłkarskiego święta. Samochody, sklepy, lokale udekorowane flagami państw grających na turnieju, choć z przewagą flag austriackich. Na ulicach jednak widać było bardzo wielu polskich kibiców. Zachowywali się bardzo sportowo. Najwięcej było ich w głównych punktach miasta, szczególnie przy katedrze św. Szczepana, gdzie naokoło - jak na krakowskim rynku - pełno jest knajpeczek, kawiarni. Choć piwo lało się strumieniami to nie zauważyłem jakiś burd bijatyk - wszytsko w atmosferze wielkiej fiesty, piłkarskiego święta.
Większość kibiców spacerowała po placu przed katedrą. Co jakiś czas ktoś intonował jakąś przyśpiewkę, a wtedy kibice siedzący w ogródkach przy lokalach zrywali się z miejsc i wymachując flagami i szalikami śpiewali razem z całym placem, który na czas przed meczem zamienił się w biało-czerowne centrum. Pojawiali się tam także kibice innych państw: witani okrzykami "Polska, Polska" odpowiadali nazwą ich kraju. Takie słowne "bitwy" najczęściej odbywały się oczywiście z Austriakami, którzy byli u siebie.
Nie mogło zabraknąć czasu na zwiedzanie Wiednia. Dzięki wyjazdowi na Euro mogłem zobaczyć to piękne miasto, zwiedzić największe zabytki i najważniejsze miejsca, choć zabrakło np. czasu na słynny wiedeński Prater, czyli znany park rozrywki. Nie było problemu z komunikacją, gdyż organizatorzy przygotowali specjalne przewodniki i plany miasta specjalnie dla kibiców przyjeżdżających na mecze.
Na stadion dotarliśmy kilkudziesiącioosobową grupą ok. 2 godziny przed meczem. Sponsorzy mieli na stadionie tzw. strefę UEFA, w której można było miło spędzić czas przed meczem: posilić się, napić piwa, posłuchać muzyki czy pograć w wirtualne gry piłkarskie. Można było także zobaczyć wierną kopię pucharu o jakie walczyły wszystkie drużyny na Euro.
Aż przyszedł czas gdy dotarliśmy na nasze miejsca na stadionie na środkowej trybunie, na przeciw głównej. Wrażenie niesamowite: morze głów, fala polskich flag, czapek, szalików, chóralne śpiewy. W porównaniu do Austriaków, którzy siedzieli obok, byliśmy jak gorący Brazylijczycy.
Przez większość meczu Polakom towarzyszy głośny doping, nikt nie żałuje gardeł, ludzie stoją, atmosfera udziela się wszystkim kibicom: wyglądają tak, jakby byli jedną zorganizowaną grupą. A w 31 minucie to na co wszyscy czekali: bramka dla biało-czerwonych.
Gdy wydawało się, że w znakomitych humorach opuścimy stadion sędzia Webb odebrał nam całkowitą radość gwiżdżąc problematycznego karnego i zabierając zwycięstwo. Polacy w milczeniu albo złorzecząc sędziemu opuszczali stadion.
I gdyby nie sędzia Webb wspominał bym cały wyjazd jako jedno wielkie święto i przygodę. Jednak pomimo tego wspomnienia i pamiątki z Euro pozostaną na zawsze.
Zapraszam także na foto relację z tego meczu do obejrzenia tutaj.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze