Reklama

Miałam kontakt z pacjentem "zero" - mówi mieszkanka Kraśnika, która pracuje u zarażonego mieszkańca Niedrzwicy Dużej

Od czasu, gdy podano publicznie informacje o tym, że pierwszym pacjentem z koronawirusem w województwie lubelskim jest mieszkaniec Niedrzwicy Dużej, pojawiły się też informacje o tym, że był właścicielem sklepu w Kraśniku. Dotarliśmy do kobiety, która pracuje w tym sklepie i miała w ostatnim czasie kontakt z mężczyzną.

Z kobietą rozmawialiśmy w czwartek 12 marca ok. godz. 13.00. 

Jak się pani i pani rodzina czujecie?

Czujemy się wszyscy dobrze, nie mamy żadnych objawów choroby. 

Miała pani styczność z tzw. pacjentem "zero" na Lubelszczyźnie.

Pacjent "zero" to jest mój szef. Dokładnie tydzień temu miałam z nim bezpośredni kontakt (w czwartek 5 marca-dop.red.). Spędziliśmy 3-4 godziny, obok siebie, rozliczając poprzedni miesiąc. 

Jak pani zareagowała, gdy dowiedziała się, że szef jest pacjentem "zero" na Lubelszczyźnie?

Reklama

Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam, co zrobić. Przed oczami przebiegła mi najbliższa rodzina, klienci w sklepie, z którymi miałam kontakt. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, był telefon do szkoły mojego syna: do wychowawczyni i dyrektora, tak żeby przeciąć łańcuch, którego mogłam być ogniwem. Zdecydowaliśmy też z rodziną, że zostajemy w domu.

Czy powiadomiła pani ze służby epidemiologiczne?

Ja mam telefoniczny kontakt z całą rodziną pacjenta "zero" i rozmawialiśmy na temat całej tej sytuacji. Oni podali SANEPID-owi moje dane jako osoby, która miała z nim bezpośredni kontakt. Pierwszy telefon z SANEPID-u miałam o godz. 20.00 we wtorek. Przeprowadzono ze mną dokładny wywiad. Po kilku godzinach zadzwoniono ponownie.

Reklama

Jakie zalecenia pani otrzymała?

Przede wszystkim, żeby ograniczyć kontakty z innymi osobami.  Powiadomiono mnie, że zostaję objęta kwarantanną. Miałam w tej sprawie dostać decyzję, ale jeszcze jej nie otrzymałam. Z przykrością muszę stwierdzić, że po dwóch pierwszych telefonach każde kolejne połączenie wychodziło ode mnie. Chciałam wiedzieć, czy będę przebadana, ale nic konkretnego mi nie mówiono. "Już decydujemy, już o pani rozmawiamy" - tyle słyszałam podczas moich telefonów do SANEPID-u.

Powiadomiono mnie, że kwarantanną zostaję objęta tylko ja, a pozostali członkowie rodziny mogą wychodzić z domu. Podjęliśmy jednak decyzję, że mąż nie pójdzie do pracy, a dzieci do szkół, które i tak szybko zostały zamknięte.

Reklama

Mam też bardzo dużo telefonów od znajomych, od rodziny, z którymi się spotykałam. Wszyscy mnie pytają czy mam już wyniki badań, bo wszyscy boją się o swoje zdrowie.

Pytała pani, kiedy będzie mieć zrobione badania?

Gdy poznałam wyniki rodziny szefa, to pytałam o badania, bo przecież ja miałam bezpośrednią styczność z chorym. Mogę więc być i ja zarażona. Z tego co się dowiedziałam od pani z SANEPIDu, z którą rozmawiałam, miała dzwonić w sprawie badań do przychodni rodzinnej. Wg mnie to takie odbijanie piłeczki i brak decyzji. Tyle się mówiło o tym, że jesteśmy przygotowani na koronawirusa. To oczywiście moje zdanie, ale uważam, że nie jesteśmy, bo od wtorku wieczorem (rozmawiamy w czwartek ok godz. 13.00) nic się w moim przypadku praktycznie nie dzieje. Nie wiem, czy moje dzieci są zdrowe? Moi rodzice, mieszkają obok, a o nich się najbardziej martwimy. Ludzie, z którymi miałam kontakt, pytają mnie, co mają robić. A ja nie wiem, co sama mam robić.

Reklama

Niedługo po naszej rozmowie, zadzwoniono do naszej rozmówczyni z informacją, że w najbliższym czasie zostanie zabrana na badania do Lublina.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Krasnik24.pl




Reklama