Najczęściej można ich spotkać na Mazurach, gdzie mają swoja główną bazę, ale żeglowali także chociażby wzdłuż wybrzeży Chorwacji, na Cyklady czy na Wyspach Kanaryjskich. Nie omijają oczywiście także naszego kraśnickiego akwenu, który, jak sami mówią, jest doskonały do chociażby popołudniowych wypadów na żagle po pracy. W pierwszej połowie czerwca członkowie kraśnickiego Klubu Żeglarskiego ?Zjawa? oficjalnie rozpoczęli sezon żeglarski właśnie na naszym zalewie.
Waldemar Gryta, komandor Klubu Żeglarskiego "Zjawa": Czasy naszej świetności i największej liczebności to lata 70-te. Przez drużynę i klub w całej ich historii przewinęło się, a więc zetknęło się z żeglarstwem, około 4 tys. ludzi.
Duża w tym zasługa osób, wokół których młodzież się skupiała. Po druhu Brzechowskim byli to między innymi: Wacław Zieliński, Jan Kasperek, Ryszard Kosmala, Józef Koślak. Ostatni czysto harcerski obóz ? rejs drużyny odbył się na początku lat 90-tych ubiegłego wieku, a w roku 1995 zorganizowano ostatni kurs żeglarski. Od tamtego czasu działalność klubu jest może skromniejsza, ale bynajmniej nie zamarła.
W tej chwili główna baza kraśnickich żeglarzy to Mazury, z tym że nie mają już do dyspozycji swojego dawnego miejsca, które znajdowało się przy ośrodku wypoczynkowym FŁT w Gutach. Teraz ?flota? ulokowana jest w porcie Zielony Gaj nad jeziorem Kotek Wielki.
Członkowie Klubu: Mamy tam 7 swoich jachtów, które wzbudzają ogromne zainteresowanie, bo one na wodzie są już jak Volkswagen Garbus na naszych ulicach. To są łódki kilowe, bardzo bezpieczne.
Niewywracalne, ale zatapialne, choć takiego przypadku, żeby jacht się przewrócił nie mieliśmy. Oprócz tego jeszcze Jurek Kosmala ma tam swój jacht motorowy przez siebie zbudowany. Bo, co ważne i warte podkreślenia, wszystkie te łodzie nie są kupione, a ?od a do z? zrobione przez członków klubu.
Członkowie KŻ ?Zjawa? mają też łódki na naszym zalewie. Przykładem tego jest chociażby ?Misia? należąca do Mieczysława Brzozowskiego.
Jak wspomnieliśmy na wstępie, od kilku już lat członkowie klubu organizują też rejsy na nieco dalszych, morskich akwenach. Przede wszystkim są to wyprawy na Adriatyku. Są wśród nich też ludzie, którzy przepłynęli amerykańskie Wielkie Jeziora, Atlantyk, żeglowali na Cyklady, wokół Wysp Kanaryjskich. Co prawda żeglowania na Adriatyku oczywiście do pływania na kraśnickim zalewie porównać nie można, ale, jak się okazuje, tu też można ?złapać wiatr w żagle?.
Waldemar Gryta: Kraśnicki akwen jest dla potrzeb żeglarskich bardzo wdzięczny. Nie jest może duży, ale jego kształt i położenie powodują, że można tu złapać fajne wiatry do żeglowania. Mamy zresztą tu dwie jednostki, na których pływamy. Jak jest tylko dobry wiaterek, można tu wyskoczyć na popołudnie. To też fajne miejsce do nauki żeglowania. Gdyby były tu ?optymisty? i chętni, to na takich małych łódeczkach już 5 letnie dzieci mogą uczyć się żeglowania.
Obecnie Klub liczy około 20 członków. Tworzą go przede wszystkim panowie, którzy dochowali się już wnuków. Brakuje młodzieży.
Komandor Gryta: Przyczyn takiej sytuacji jest kilka. Przede wszystkim dzisiaj można jacht wynająć. Tymczasem nasze łódki to nie tylko koszt ich utrzymania, ale jeszcze trzeba się martwić, jak się one przechowywały, dokonywać niezbędnych remontów. Młodzi nie mają na to czasu. Jeśli już żeglują, to wolą wynająć, a po rejsie jacht oddać i już się o niego nie martwić.
Młode pokolenie w ostatnich latach zbytnio do klubu się nie garnęło, ale jest szansa, że tradycje po dziadkach kontynuować będą właśnie wnukowie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze