W drugiej połowie kwietnia nasze tereny nawiedził kilkustopniowy mróz. Podobne przypadki się zdarzały w poprzednich latach, ale w tym roku na większości drzew i krzewów owocowych były już kwiaty, a temperatura spadła znacznie poniżej zera. Niestety to oznacza, że większość roślin nie wyda owoców, albo zbiory będą niewielkie. Z sadownikami w tej sprawie spotkał się wicewojewoda Andrzej Maj.
Jak mówili sadownicy, którzy przybyli na spotkanie z wicewojewodą w Kolonii Moniaki, ostatnia podobna sytuacja miała miejsce w 2007 roku. Niestety od tamtego czasu, mimo propozycji jakie wypracowywał Związek Sadowników, nie uruchomiono żadnego mechanizmu, który wdrażałby możliwość zabezpieczenia rolników, chociażby przez specjalny fundusz, przed stratami.
A ich sytuacja jest tym trudniejsza, że na kolejne zbiory i dochody będą musieli czekać do przyszłej jesieni, czyli prawie półtora roku. Muszą też utrzymywać sady i plantacje, opryskując je chociażby przed szkodnikami. Muszą to robić by choroby i owady ich nie zniszczyły a to są kolosalne koszty, które obecnie się nie zwrócą.
- Nie możemy, mimo że nie będzie w tym sezonie praktycznie zbiorów powiedzieć Pa! naszym sadom i zostawić je samym sobie. Jeśli tak by się stało tym bardziej w kolejnych sezonach zaniedbane plantacje uległyby degradacji. Musimy je pielęgnować wiedząc, że ten sezon mamy już stracony – mówił jeden z sadowników.
- Tę sytuację porównać można do chodzenia do pracy bez jakiejkolwiek zapłaty – mówił inny – I tak będzie przez kilkanaście miesięcy.
A straty są naprawdę duże i sięgają w niektórych miejscach wg sadowników nawet dziewięćdziesięciu kilku procent i dotyczą praktycznie wszystkich owoców.
Podczas spotkania dużo się mówiło o ubezpieczeniach a właściwie ich braku, bo firmy nie chcą ubezpieczać upraw sadowniczych nawet przy dopłatach ze strony Państwa. Wolą to robić w przypadku zbóż, ale już uprawy owocowe tylko w znikomej części są ubezpieczane przez firmy, głównie od gradu.
Interwencję w tej sprawie zapowiedział wicewojewoda Andrzej Maj.
- Sytuacja na naszym terenie jest bardzo trudna, bo w naszym zagłębiu sadowniczym nie ma praktycznie co zbierać. Rzutować to będzie na cały ten teren, gdyż wiele rodzin zostanie pozbawionych dochodów i nie możemy przejść obok tego obojętnie. Wysokie ceny owoców odczują też konsumenci. - mówi podczas spotkania w Kolonii Moniaki.
Wicewojewoda zadeklarował, że będzie chciał w przyszłym tygodniu zaprosić kogoś z Ministerstwa Rolnictwa by wypracować pewne rozwiązania.
- Wiem, że każda pomoc doraźna jest niewystarczająca, ale będziemy rozmawiać o niej. Jesteśmy na etapie szacowania tych szkód. Chciałbym, żebyście rzetelnie je ocenili, żebyśmy wiedzieli jaka jest ich skala i potrzebna pomoc – zaapelował Maj.
Sadownicy z kolei mówili o potrzebie rozwiązań systemowych, tak by co klęska nie trzeba było szukać rozwiązań i być na takie sytuacje przygotowanym. A w obecnych czasach coraz częściej zdarzają się różne anomalie pogodowe, które mocno wpływają na zbiory, a co za tym idzie sytuację rolników i ich rodzin, a to z kolei znacznie wpływa na cały powiat i województwo, które jest obszarem typowo rolniczym.
foto GM
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze