Reklama

Film Tomasza Saja "Skrzyżowanie" w poniedziałek w TVP Lublin

Dziś (poniedziałek) o godz. 21 w Telewizji Lublin będzie można zobaczyć powtórkę filmu "Skrzyżowanie" Tomasza Saja. Film mówi o kraśnickim czerwcu 1959 czyli historii związanej z walką o Kościół w Kraśniku Fabrycznym. Poniżej rozmowa z reżyserem filmu, którą przeprowadził Głos Kraśnicki pod koniec 2015 roku.

 

To w Kraśniku się zaczęło
- mówi Tomasz Saj, reżyser i twórca filmu „Skrzyżowanie” mówiącego o wydarzeniach związanych z walką o Kościół w Kraśniku Fabrycznym 1959 roku

Kiedy pierwszy raz usłyszałeś o historii związanej z rokiem 1959 i walką o Kościół w Kraśniku Fabrycznym?
Trudno mi powiedzieć, kiedy dowiedziałem się o niej pierwszy raz. To docierało do mnie od wielu lat, głównie jako strzępki informacji: że coś się działo, że ludzie byli aresztowani, że stał krzyż. Miałem takie wrażenie, że ta historia jest gdzieś pod skórą kraśniczan, że jest przykryta, że nie ma takiej gotowości by o niej otwarcie mówić.

A kiedy pojawiła się potrzeba zrobienia przez ciebie filmu na ten temat?
To było dwa trzy lata temu, kiedy odbywały się obchody kolejnych rocznic tych wydarzeń i pomyślałem sobie, że jest to ważna sprawa dla współczesnej historii Kraśnika, szczególnie dzielnicy fabrycznej, którą warto by się zająć. Dobrą okazją była 55 rocznica „wypadków kraśnickich”, która przypadała 26 czerwca 2014 roku. Od zawsze też chciałem nakręcić film. Miałem więc dwa istotne powody.

Reklama

Długo pracowałeś nad filmem?
Biorąc pod uwagę, to jakie są standardy realizacji filmu dokumentalnego, to muszę powiedzieć, że krótko, bo zabrało  mi to niespełna rok. Dla mnie, debiutanta - bo to mój pierwszy film - ten czas wydawał się długi.  Szczególnie jeśli chodzi o montaż, ponieważ  zdjęcia trwały tylko tydzień.   Na tyle miałem wynajęty sprzęt, byłem również  ograniczony  czasem operatorów.

Kto finansował twój film?
Ja sam. Zrobiłem go za własne pieniądze.  Wiedziałem, że debiutując trudno mi będzie od razu pozyskać jakieś środki . Nie chciałem też prosić  o fundusze miejskie, wolałem jako radny  uniknąć ewentualnych posądzeń, że załatwiam sobie jakąś prywatę. Chciałem też to zrobić szybko, więc poszedłem na skróty i zainwestowałem swoje pieniądze.

Reklama

Opłacało się?
Oczywiście, że się opłacało!. Ale chodzi mi wyłącznie  o „korzyści   pozamaterialne”, bo robiłem ten film nie po to by na nim zarobić.  Chciałem utrwalić kawałek kraśnickiej  historii. No i przy okazji spełnić marzenie. Z mojej perspektywy powiem, że było warto.

Co sprawiło ci największą trudność przy realizacji filmu?
Pojawiła się taka atmosfera, otoczka którą dało się wyczuć,  że nie wszyscy chcieli mówić otwartym tekstem o tamtych wydarzeniach. Dotyczy to nie tylko części bohaterów mojego filmu, ale i ludzi, którzy byli blisko tego przedsięwzięcia. Była  taka obawa, by  nie mówić wszystkiego o ludziach, którzy byli negatywnymi bohaterami tamtych wydarzeń, aby nie wymieniać ich z imienia i nazwiska , że ten i ten donosił, wyrzucał z pracy czy stosował represje. Przestrzegano mnie, że mogę mieć nieprzyjemności , bo ta historia jest ciągle żywa wśród kraśniczan i jest różnie postrzegana.  Z jednej strony pierwszy w powojennej  Polsce społeczny protest w obronie  miejsca kultu  i prawa do praktykowania swojej wiary, z drugiej strony bagatelizowano to, że nic właściwie się nie stało, ktoś pokrzyczał, ktoś rzucił kamieniem i tyle. Myślę, że spełniły się po trosze oczekiwania ludzi, którzy chcieli te wydarzenia stłumić bardzo mocno i sprawić by o nich zapomniano. I to im się częściowo udało, bo ten temat nie wszystkich „otwiera”, nie każdy kto ma coś do powiedzenia chce je wspominać.
Dla niektórych ta historia niewarta była  takiego zachodu   dla innych była  niebezpieczna lub zbyt bolesna, by do niej wracać.
Trudne było też wygospodarowanie odpowiedniego  czasu na realizację filmu, bo mam też swoje obowiązki zawodowe, i jakoś musiałem to wszystko godzić.

Reklama

Jeździsz z filmem po Polsce. Jak wydarzenia, o których w nim mówisz są odbierane?
Generalnie spotykam się z zaskoczeniem, że takie wypadki miały miejsce. Wiedza na ten temat szerszej opinii publicznej, jest praktycznie żadna. Zresztą ja po to zrobiłem ten film, by wypromować te wydarzenia, powiedzieć ludziom, że to w Kraśniku się  zaczęło. Nie w Nowej Hucie, nie w Radomiu, bo tamte wydarzenia były rok lub dwa  po kraśnickich.  Ta nasza historia z 1959 roku jakoś się wcześniej nie przebiła. Mało kto o niej wiedział. To też moim celem było, przywołać ją raz jeszcze.
Wśród osób, które oglądają film po raz pierwszy pojawia się więc zdziwienie oraz to,  czego doświadczyłem choćby  na ostatnim festiwalu „Kino z duszą” w Warszawie, a więc emocje widzów, które nazywam zjawiskiem „ wilgotnych oczu”. Niektórzy podchodzili później do mnie i mówili, że mieli u siebie podobne doświadczenia,  a nikt o tym filmu nie zrobił. Dotknął on więc szerszego problemu, który był obecny w naszej powojennej historii.
Tych okazji do  prezentacji „Skrzyżowania” nie było jak dotąd zbyt wiele . Największy sukces film odniósł na III Ogólnopolskim Festiwalu Filmu Niezależnego „OKNO”, w Pszczynie, w 2014 roku , gdzie ku mojemu zaskoczeniu udało się zdobyć grand prix. We wrześniu tego roku była VII edycja festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wykleci” w Gdyni. To duże i uznane wydarzenie kulturalne skoncentrowane jest głównie na problematyce żołnierzy wyklętych, ale  odnosi się także do innych wątków naszej historii najnowszej. Trzeci festiwal - „Kino z duszą”  odbył się dwa tygodnie temu, w warszawskim kinie „Wisła”.
Cieszyłem się już z samych kwalifikacji i możliwości zaprezentowania filmu szerszej publiczności.  Poza tym wyświetlano tam znakomite filmy, uznanych dokumentalistów.  Ich realizacje mają wsparcie  poważnych instytucji , czy stacji telewizyjnych. Było mi miło, że mogłem w tak doborowym towarzystwie pokazać  swoje „Skrzyżowanie”,  a po pokazie spotkać się na chwilę z widzami.
W samym Kraśniku miałem  trzy pokazy: pierwszy, premierowy,  w Kinie „Metalowiec”,  26.06.2014 roku podczas obchodów 55 rocznicy walki o Kościół, a drugi bardzo kameralny, dla młodzieży, wkrótce po premierze, trzeci w tym roku,  w ramach kolejnych  obchodów „wypadków kraśnickich”.

A jak kraśniczanie odbierają ten film?
Mam wrażenie , że pozytywnie. Niektórzy chcą mieć ten film, chcą go nawet kupić. Ja jednak go na razie nie sprzedaję.  Jak dotąd rozdałem trochę egzemplarzy. Pojawiają pytania co będzie następnego, ludzie sami przy okazji podrzucając tematy.

Reklama

A myślisz o czymś następnym?
Myślę. Także o tematach dotyczących Kraśnika, których jest sporo. Mam też pomysł na projekt historyczny, dotyczący miejscowości pochodzenia mojej mamy, czyli Ulanowa, a mówiący o podziemiu niepodległościowym, bardzo aktywnym   w czasie wojny i po je zakończeniu .

A jak będzie dalej „żył” twój film? Myślisz o tym, czy pozostawiasz pewne rzeczy swojemu biegowi?
On jest do wykorzystania, ale nie chcę nim specjalnie epatować. Jeśli ktoś, np. nauczyciele chcieliby pokazać ten film swoim uczniom to bardzo chętnie go udostępnię. Bo pomimo tego, że o „wydarzeniach kraśnickich” z 1959 roku powstały dwa filmy, że sporo  już o tym zostało  napisane, że co roku obchodzimy kolejną rocznicę , to tylko część kraśniczan wie co się wtedy wydarzyło, o co poszło.  Myślę, że można by  ten film pokazać,  od czasu do czasu, szczególnie młodym ludziom. Zresztą kilkoro z nich pojawia się na początku i na końcu „Skrzyżowania”, a ich wypowiedzi zapewniają narracji swoistą klamrę.
Próbuję również zainteresować swoim filmem niektóre telewizje, ale niezbyt nachalnie i jak dotąd bez powodzenia.
Uważam też, że do tematu „wypadków  kraśnickich” trzeba jeszcze wrócić, póki żyją świadkowie, uczestnicy tych wydarzeń. Nawet jeśli nie powstanie z tego film, warto zarejestrować relacje tych osób.
Po  festiwalu w Pszczynie zgłosił się do mnie, z drugiego końca Polski, syn pana Witolda Niewinowskiego, jednego z uczestników  wydarzeń i zarazem, członka społecznego komitetu budowy kościoła w Kraśniku Fabrycznym. Wiedział z relacji ojca,  że po brutalnym stłumieniu przez władze komunistyczne tamtego protestu, zaczęły się dotkliwe restrykcje i musieli z całą rodziną musiał opuścić Kraśnik.  Mówił, że ojciec jest  już u kresu swojego życia, przebywa w hospicjum. Poprosił mnie bym przesłał mu ten film. Pan Niewinowski zdążył go obejrzeć i był poruszony. Niestety nie mogłem go potem odwiedzić i zarejestrować  jego relacji. Nie wiem czy jeszcze żyje. 
Odeszli od nas przecież niedawno  panowie Henryk Nieć i Lucjan Kuśmierczyk. Na szczęście zdążyłem ich wysłuchać, nagrać i przekazać ich wersję wydarzeń.
Myślę , że warto byłoby także dotrzeć do ludzi, którzy byli po drugiej stronie, stali za aparatem władzy i represji. Jak to z ich perspektywy wyglądało. Myślę, że to może być diametralnie inny obraz.

rozmawiał Grzegorz Jankowski
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Krasnik24.pl




Reklama