Nic nie zapowiadało tragedii. Nie podejrzewaliśmy, że nasze maleństwo nie będzie miało połowy serca, i będzie musiało walczyć o każdą chwilę spędzoną na tym świecie. Z bólem serca patrzyliśmy na naszego synka, leżącego w plątaninie kabli, w łóżeczku, w sterylnej sali szpitalnej – mówią rodzice 2-letniego Antosia spod Kraśnika, który zmaga się z poważną wadą serca. Teraz zbierają na ostatnią operację, która ma się odbyć w Niemczech.
Antosia Jarockiego wielu naszych czytelników już zna. W grudniu 2015 roku odbył się charytatywny koncert, którego byliśmy patronem, z którego dochód przeznaczony był właśnie na jego leczenie.
- Antoś miał się urodzić jako zdrowe dziecko. Gdy chodziliśmy na badania, wyniki miał wręcz książkowe. Lekarze mówili, że można by je było pokazywać studentom jako przykład wspaniale rozwijającego się dziecka – piszą rodzice na stronie internetowej na której zbierają pieniądze na jego leczenie.
Antek przyszedł na świat przez cesarskie cięcie, otrzymał 10 punktów w skali Apgar.
- Pierwsza noc Antosia na tym świecie minęła spokojnie. Rano z żoną cieszyliśmy się naszym maleństwem, do momentu kiedy pielęgniarka nie zabrała naszego synka na monitorowanie. Wtedy wyszedłem ze szpitala. Zdążyłem przejść kilkadziesiąt metrów, po czym usłyszałem telefon. Dzwoniła Agata. Powiedziała pięć słów „z małym coś nie tak” – wspomina tata Antka.
- Inne dzieci już wracały z monitorowania, a Antka wciąż tam trzymali. Synka przetransportowano do ośrodka w Lublinie. To właśnie tam usłyszeliśmy straszną diagnozę – HLHS. Echo wykazało, że Antek nie ma lewej komory serca – wspomina pan Jarocki.
Za sobą ma dwie operacje.
- Nie umiano nam odpowiedzieć, kiedy nastąpi trzeci etap operacji… Ostatecznie podano zakres czasowy 4-5 lat. Kazano nam czekać 5 lat w niepewności, w strachu o każdą sekundę życia naszego syna! – piszą rodzice - Wówczas podjęliśmy decyzję o operacji w Münster. Wiąże się to z ryzykiem, ale jest też szansą.
To na nią zbierają pieniądze. Koszt operacji to 166 tys. zł. Zabieg w Niemczech miałby się odbyć na jesieni. Rodziców nie stać na pokrycie tej kwoty stąd prośba o wsparcie.
– Mimo wielu przeciwności, staramy się nie poddawać. Mamy dla kogo żyć – Antoś jest naszym prawdziwym skarbem. Uwielbia być na dworze, gonić kury, szaleć. Na pierwszy rzut oka nie widać, że jest chory. Jednak HLHS o sobie przypomina – ciężki oddech, małomówność, problemy z wykonywaniem niektórych czynności – piszą rodzice.
- Życie Naszego Antosia to dla nas największy dar. Cieszymy się każdym uśmiechem, wypowiedzianym słowem, każdym brojeniem przez niego. Mamy nadzieję, że będzie rozwijał się prawidłowo i rozświetlał swoim blaskiem nasze życie. Ale do tego potrzebne są również tak przyziemne sprawy jak pieniądze. Dlatego wszystkich ludzi, którzy chcieliby nas wesprzeć w walce o życie naszego Antosia prosimy o pomoc – napisali państwo Jaroccy.
A jak można pomóc. Pieniądze dla Antosia Zbiera Fundacja Siepomaga. Darowizny można wpłacać też na konto Fundacji na rzecz dzieci z wadami serca Cor Infantis; Nr konta: 86 1600 1101 0003 0502 1175 2150 z dopiskiem „Antoni Jarocki”.
Informacje o Antosiu można też znaleźć na stronie www.antek.net.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze