Jeżeli chodzi o łuczniczy staż, może uchodzić za początkującego. Łucznictwem zajmuje się od niespełna roku. Ale już pod względem ilości wypuszczonych strzał ma ich na swoim koncie zdecydowanie więcej od niejednego doświadczonego łucznika. Jak wyliczył, cięciwę z palców zwalniał już ponad 50 tysięcy razy.
- Moje zainteresowanie łucznictwem zaczęło się bardzo banalnie. Mój kolega Jurek Bącal, mając 67 lat, dostał od dzieci na urodziny łuk. Kiedyś, gdy go odwiedziłem, pokazał mi go, pozwolił postrzelać i się zaszczepiłem - mówi Andrzej Trynkiewicz. - Od tamtego czasu, a było to na początku tego roku, strzelam praktycznie codziennie. Godzinę, czasami dłużej. Wypuszczam co najmniej 200 strzał dziennie, ale zdarza się i po 500. Dzięki temu, jeżeli chodzi o powtarzalność i celność, nie ustępuję już wielu wyjadaczom w tej dziedzinie - dodaje.

Pan Andrzej po kilku miesiącach treningu miał okazję, by skonfrontować swoje umiejętności z innymi. Został zaproszony na turniej organizowany przez Lubelską Grupę Łuczniczą.
- Wydawało mi się, że jestem na straconej pozycji. Nie dość, że byłem najstarszy spośród startujących w turnieju, to dodatkowo ja strzelam z tradycyjnych, drewnianych łuków, a oni ze sportowych, tylko bez celowników. Jak się jednak okazało, nie było tak źle. Zająłem w zawodach drugie miejsce. Ze zwycięzcą przegrałem dopiero w dogrywce - informuje kraśniczanin.
Teraz w zawodach organizowanych przez Lubelską Grupę Łuczniczą startuje regularnie. Rywalizacja daje adrenalinę, ale jak pan Andrzej sam przekonuje, łucznictwem zajmuje się przede wszystkim dla zdrowia. Bo choć może strzelanie z łuku z boku wygląda jedynie na zabawę, to wymaga naprawdę sporej kondycji. Sam korzysta z dość twardego, 40 funtowego łuku, co oznacza, że by naciągnąć strzałę musi użyć siły nacisku nieco ponad 18 kg . I tak nawet po kilkaset razy podczas treningu.
- To dyscyplina sportu dla każdego niezależnie od wieku. Ja zacząłem jako prawie 60-letni facet, ale strzelać mogą też dzieci. Sprzęt można kupić dostosowany do wieku, siły, potrzeb. Nie jest on też taki drogi, jakby mogło się to wydawać - przekonuje kraśnicki łucznik.

Używany łuk można kupić już za 200 zł. Nowy już od 300 zł. A jeśli się o niego dba, może posłużyć wiele lat. Drewniana strzała to koszt już kilkunastu złoty. Taka z włókna węglowego to wydatek około 30 zł.
- Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami, podpowiem. Fajnie byłoby kogoś z kraśniczan zarazić łucznictwem. Takich jak ja, którzy w dzieciństwie bawili się w Indian, strzelali z własnoręcznie wykonanych łuków, nie brakuje. Może ktoś chciałby w ten sposób wrócić do tamtych czasów - mówi Andrzej Trynkiewicz.
Zainteresowani pana Andrzeja mogą odnaleźć chociażby za pośrednictwem facebooka. My też służymy w tym względzie pomocą.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze