Reklama

Z Brukseli do Kraśnika jest bardzo daleko

Za nami kolejna konferencja Jagodowe Trendy poświęcona m.in. uprawom i sprzedaży owoców miękkich. Jednym z głównych tematów był tegoroczny kiepski sezon jeśli chodzi o cenę malin. Z czego on wynikał, jaki miał przebieg i co może oznaczać dla plantatorów w przyszłości? O tym m.in. dyskutowano z Kraśniku pod koniec listopada.

Generalnie obecny sezon wszyscy uprawiający malinę w Europie uważają za bardzo kiepski. U nas z powodu ceny, podobnie na Ukrainie czy Serbii gdzie dodatkowo utrudniła go bardzo deszczowa wiosna, który mocno wpłynęła na uprawy.

Główna wina - Ukraina

Jeśli chodzi o nasz kraj to dużo się mówiło o wpływie na cenę importu taniej maliny z Ukrainy. Oprócz Ukrainy, do Polski trafiają także w ostatnich latach mrożone maliny m.in. z Bułgarii czy Maroka.

- Głównym powodem załamania ceny był napływ taniego surowca z Ukrainy - stwierdził jednoznacznie jeden z plantatorów z powiatu kraśnickiego Sławomir Brzusek.
- Obecnie mamy konkurencję z którą nie bardzo mamy jak walczyć - mówił prowadzący debatę podczas Jagodowych Trendów.

Reklama

Jak mówiono malina ukraińska to głównie ta jesienna, zbierana głównie kombajnowo z setek hektarów. Rocznie produkowane jest tam oficjalnie około 35 tys. ton. De facto produkcja jest wyższa (ponad 50 tys. ton) bowiem pewna część to małe gospodarstwa, które nie są rejestrowane. W tym roku cena mrożonej, sprowadzanej zza wschodu dochodziła nawet do okolic złotówki za kilogram. Skąd taka niska cena tłumaczył jeden z doradców rolniczych na Ukrainie. 

Obecnie głównym problemem z jakim boryka się tamtejszy rynek, to duże wahania. Nie mają oni odpowiedniej ilości typowych mroźni, gdzie można by dłużej przetrzymać owoce. Wynika to ze słabego rynku, ale też wojny, która powoduje to, że nikt nie inwestuje w takie obiekty, bowiem ich praca uzależniona jest od dostaw prądu, a te w związku z atakami rakietowymi, są często przerywane. Inwestycje w zmrażalnie są więc w większości wstrzymane. Ukraińcy zmuszeni więc są szybko sprzedawać swoje owoce, co wpływa na cenę. Mieli też problemy z rękami do pracy przy sortowaniu malin, więc mieli problem z wysortowaniem malin odpowiedniej jakości. To tylko niektóre z elementów jakie kształtowały ceny maliny ukraińskiej. Co ciekawe oficjalnie o 0,5 tys. h spadł obszar upraw malin na Ukrainie z powodu wojny.

Reklama

Że będzie kiepsko wiadomo było już w lutym

- Dlaczego ten sezon był zły? A może lepiej byłoby postawić pytanie dlaczego nie dało się niczego wcześniej zadziałać? Bo duzi przetwórcy mówili to już w ministerstwie w lutym, że będzie źle. Wiedzieli ile jest naszej maliny, ile wjechało w styczniu i w lutym, jaka kubatura mroźni jest zajęta i jak to się musi skończyć - mówił Karol Pajewski z portalu Sad24.pl.

Jak mówił wg. niego nie dało by się uniknąć problemów ale dało by się je ograniczyć. Jak mówił nie jest winą przetwórców, że sprowadzają tańszy produkt, na którym da się zarobić. 

Reklama

- Nasz gniew powinien w pierwszej kolejności być kierowany do ustawodawców, a pozwoliła na to Bruksela. Z Brukseli do Kraśnika jest daleko i Bruksela nie widzi tych problemów. Dla Unii było to bardzo dobro rozwiązanie, a eurokratom problemy kraśnickich plantatorów są bardzo dalekie. A skończyło się tak jak się musiało skończyć. - mówił dziennikarz z Sad24.

Cła m.in. na maliny dla Ukrainy zostały zawieszone w maju ubiegłego roku. Wg. danych jakie zaprezentował Pajewski od stycznia do września 2022 roku do Polski wjechało 16,5 tys. ukraińskich malin, a w tym samym okresie tego roku już 19,5 tys. Obecne zawieszenie ceł obowiązuje do czerwca przyszłego roku.
Zaprezentował też ceny jakie były na komercyjnych skupach zaraz po ogłoszeniu decyzji ministerstwa o interwencji, które pikowały w dół, co mogło być odpowiedzią zachodniego kapitału na ten ruch ministerstwa. 

Reklama

Dopłaty - dobre czy złe?

Temat ten wywołał sporą dyskusję. Jedni chwalili inicjatywę, bo dzięki temu mogli sprzedać owoce za wyższą cenę niż na komercyjnych skupach. Były też głosy, że punktów skupu i  możliwości przyjęcia owoców były zbyt mało co doprowadziło do podziału wśród plantatorów.

- Może za późno ta pomoc wystartowała, za mało było podmiotów skupujących. No i ta cena, o 1-1,4 zł wyższa niż na skupach nie była ceną, która pokrywała wartość środków jakie włożono w produkcję. - mówił jeden z plantatorów.

Reklama

- Podpisuję pod tym, że interwencje są potrzebne, ale ich skala musi być większa by zadziałały na rynek - stwierdził Pajewski.

Sytuację  z perspektywy rządowej przedstawiła ówczesna wicedyrektor KOWR Anna Baluch.

- My jako KOWR jesteśmy narzędziem w rękach Ministerstwa Rolnictwa jako wsparcie i pomoc rolnikom. I tak właśnie prowadzony był w  tym roku skup malin, który wynikł po rozmowach, do czego zawsze namawiam, bo to dobry sposób wywierania presji na rządzących. Ostatecznie dwie rządowe spółki skupowały owoce po cenie nie niższej niż 5 zł za kg. Dzięki tym dwóm podmiotom udało się kupić około 8 tys. ton maliny letniej - mówiła przedstawicielka Ośrodka.

Reklama

Dobrze raczej nie będzie, ale...

Niestety, patrząc na obecne realia, producentów owoców miękkich czekają raczej trudne lata.

- W długiej perspektywie będziemy temu poddani, bo pomimo szczerych chęci naszego środowiska branżowego do wprowadzenia prostych ograniczeń typu zakaz importu do UE my tę batalię wygramy. Choć niektóre batalie, które wydawało się, że przegramy - wygraliśmy. Więc może i w tym zakresie, pewne nadzieje i szanse są. Ale jeśli Ukraina wojnę wygra, należy się spodziewać akcesji Ukrainy do Unii i wtedy granic nie ma. Wtedy należy bronić się innymi metodami: badaniami, certyfikacjami. Ja bym nie składał w tym temacie broni - mówił prezes Związku Sadowników Polskich Mirosław Maliszewski.

Reklama

Broni nie składają też inne organizacje, które powstały na fali tegorocznych protestów.

- Działamy cały czas, robiliśmy to nawet jeszcze przed założeniem stowarzyszenia. Rozmawialiśmy w ministerstwie z parlamentarzystami, z samorządowcami, organizacjami by jakoś wpłynąć na ten import. Albo zakazać go czasowo, bo było to możliwe i było blisko. Nie udało się, ale będziemy walczyć dalej bo to jest główny czynnik cen - mówił Sebastian Huber ze Stowarzyszenia Lubelskich Producentów Malin jakie w sierpniu tego roku zawiązało się w naszym województwie.

Reklama

Państwo dokłada przetwórcom, niech robią coś dla plantatorów

Podczas debaty jaka odbyła się na konferencji padały też - wnoszone od wielu lat - postulaty wprowadzenia umów kontraktacyjnych. Po obu stronach przetwórców jak i plantatorów są zwolennicy, jak i przeciwnicy takich rozwiązań i pomimo wielu inicjatyw nie doczekał się on systemowego wdrożenia u nas. A to rozwiązania systemowe powodują, że uprawiający owoce mogą liczyć na stabilną cenę, a przetwórcy wiedzą ile i jakich owoców mogą się spodziewać. 

Reklama

- Kontraktacje to jeden ze sposobów obrony przed owocami ze wschodu, choć to nie cieszy się zainteresowaniem. Wiele zakładów przetwórczych, zlokalizowanych w Polsce, bierze pomoc publiczną także od polskiego rządu. Chcielibyśmy, żeby ten zakład miał zobowiązania wobec plantatorów z kraju który mu udziela wsparcia. Widzieliśmy w Krajowym Planie Odbudowy, gdzie zakłady przetwórcze zakontraktowały już dużą liczbę środków bez żadnych zobowiązań. I będą miały one większe moce przerobowe, ale będą ściągały surowiec tam, gdzie jest  on tańszy np. z Ukrainy - mówił prezes Maliszewski.

Nowy rok, nowy rząd, nowa niewiadoma
Czy ten przedsezonowy czas zostanie wykorzystany na opracowanie propozycji na ten rok?

Reklama

- Rozwiązania systemowe trzeba wdrażać teraz, a nie w lipcu gdy owoce są na krzakach - mówił jeden plantatorów.

Problemem jest to, że odpowiadają za to politycy. A na razie przy obecnej sytuacji politycznej brak jest konkretnych decyzji. Czy tematem owoców miękkich szybko zajmie się nowy minister rolnictwa? To wszystko pieśń przyszłości a przed nami kolejny sezon. Czy znów ceny będą niskie i ministerstwo będzie gasić malinowy pożar skupem? Jak dalej zachowywać się będzie Unia Europejska w stosunku do ceł na produkty z Ukrainy? To wszystko trudne pytania, bo w maju czekają nas wybory do Europarlamentu, który ma wpływ na unijne prawo a więc też np. na cła jakie wcześniej obowiązywały na ukraińskie produkty rolne. Sadownicze organizacje, które wzięły udział w konferencji, deklarowały, że jak tylko powstanie nowy gabinet będą chciały prowadzić rozmowy na ten temat i brać udział we wszelkich inicjatywach z tym związanych. Ale nie wykluczają też protestów jeśli te będą potrzebne.

Jaka może być malinowa przyszłość?

A jakie są prognozy na przyszłość? 

- W wielu miejscach w powiecie kraśnickim, ale też rejonie biłgorajskim, zamojskim, podkarpackim tam są małe plantacje, do 1 ha, często 50-60 arów. Tam w tym roku płacono 3,6 zł za kilogram i ludzie zbierali za tę cenę maliny. Jeżdżę tam i widzę, że nawet dosadzają. Tam pracuje się głównie rodzinnie, własną siłą roboczą. Najtrudniej będą miały gospodarstwa średnie, bo są za małe na kombajny, często składające się z wielu mniejszych kawałków. A te duże pewnie pójdą w zbiór mechaniczny. Te propozycje różnych kombajnów są coraz bardziej dostosowane do wymagań rynku - uważa dr Paszko z UP w Lublinie.

- Dla małych gospodarstw, gdzie malina nie jest głównym źródłem utrzymania gorszy sezon to nie jest problem, bo najwyżej nie kupią sobie nowego telewizora, czy nie zmienią mebli w kuchni, ale dla średnich czy towarowych gdy rachunek ekonomiczny się nie zgodzi może oznaczać duże trudności - mówił jeden z lokalnych plantatorów.
Zwracano też uwagę, że coraz mniej młodych chce zostawać na sadowniczych gospodarstwach i zajmować się chociażby maliną.

- Demografia może mieć duży wpływ na przyszłość upraw owoców miękkich na tym terenie. Jeśli młodzi będą widzieć tylko niepewność z jaką borykają się ich rodzice, dziadkowie to nie będą tu zostawali i wchodzili do tej samej rzeki co ich poprzednicy. Takie gospodarstwa będą się zwijać - mówiono podczas konferencji.

Malina policzona ekonomicznie

Tradycyjnie już ciekawe dane dotyczące ekonomii produkcji malin przedstawił dr Dariusz Paszko z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, który jako jeden z niewielu zajmuje się liczeniem opłacalności produkcji owoców w zestawieniu kosztów i cen zbiorów. Robi to na podstawie danych zbieranych najczęściej od samych plantatorów.

- W zasadzie co 6-8 lat następuje w malinie tzw. świński dołek. I ostatnie dwa lata kończyły ten wzrost i wiedzieliśmy, że będzie źle, ale nie aż tak - mówił dr Paszko. 

Niestety malina jest dość trudnym owocem w ekonomice.

- Trudno planować coś w tym biznesie malinowym, kiedy z danych historycznych niewiele da się wywnioskować - mówił lubelski naukowiec.

Na przeciwległej stronie można powiedzieć są jabłka, których cena, jak przekonywał dr Paszko, koreluje z ilością zbieranych owoców w danym sezonie. 
Średnie ceny malin w skupie z ostatnich 10 lat to 6,9 zł, z ostatnich 5 lat - 8,9 zł. 

- Gdyby te ceny były na takim poziomie to wszyscy wiedzieliby co planować. - dr Dariusz Paszko.

Jeśli chodzi o koszty, w tym sezonie to były one niższe niż w poprzednim. Przede wszystkim dlatego, że mniej płacono za zbiór. W 2022 roku cena była bardzo atrakcyjna, więc starano się zebrać jak najwięcej nawet kosztem tego, by zapłacić rwącym malinę więcej. Jak mówił jeden z plantatorów, były takie przypadki, gdy dzielono się nawet pół na pół, co wg. niego było nie do zaakceptowania. Osoby, które co roku pracowały przy malinach mając w pamięci cenę za koszyczek z ubiegłego roku w tym roku przy tak niskich cenach skupu mówiła, że im się  po prostu nie opłaca pracować za takie pieniądze. Jeśli dodać do tego inflację to nie dziwi to, że chętnych pracowników było dużo mniej. Jak mówią sami plantatorzy, coraz trudniej już o pracowników zza wschodniej granicy, bo gdy nie mogą oni zarobić tyle co wcześniej szukają lepiej płatnej pracy.

Przy większych gospodarstwach pewnym rozwiązaniem, co stosował jeden z prelegentów konferencji, Łukasz Cielma, jest zatrudnianie w gospodarstwach osób na stawkę godzinową. Ma to sens tylko wtedy, gdy malina nie jest głównym owocem jaki uprawia się u siebie.

W tym sezonie tańsze było także paliwo.

Deser ma się dobrze

To wszystko o czym do tej pory napisaliśmy dotyczyło maliny przeznaczonej do przetwórstwa. Jest jeden typ tego owocu, który cenowo i sprzedażowo ma się dobrze, ale wymaga sporych nakładów.

- Generalnie nic dobrego z takich kryzysów nie wynika. Ale kryzys może też być motorem zmian. I mówię tu o malinie deserowej, na którą jest stały popyt z krajów zachodnich - mówił podczas konferencji branżowy dziennikarz. 

Wg. danych GUSowskich jakie zaprezentował, z roku na rok eksport polskiej maliny deserowej idzie w górę i w ubiegłym roku wyniósł sporo ponad 8 tys. ton. Ale co najważniejsze w tym roku cena za kilogram zapakowanej już maliny jaką otrzymywał polski producent wynosiła nawet 19,24 zł i była wyższa niż w ubiegłym roku. Oczywiście inwestycje w uprawy pod osłonami są duże, ale uzależniają plantatora od przetwórstwa.

Jak pokazał dr Paszko w ostatnich latach mocno rośnie też spożycie malin deserowych w Polsce co dla producentów takich owoców jest bardzo dobrą wiadomością.

- Tym, którzy by się decydowali na owoc deserowy, a uprawiali już malinę na polu, będzie łatwiej wejść w ten typ produktu niż tym, którzy zaczynali by od początku. Jest więc to jakaś szansa. - mówił Karol Pajewski z Sad24.

Czy szansę tę wykorzystają lokalni maliniarze? Na pewno nie wszyscy mogą wejść w "deser" ale patrząc po rosnącej z roku na rok liczbie tuneli w naszych okolicach to dobry kierunek.

Środowisko mocno podzielone

Podczas dyskusji nie zabrakło też rozmów o samym środowisku i tym o czym mówi się po cichu od lat, choć niewiele w rzeczywistości z tego wynika praktycznie.

- Działania systemowe są zawsze skuteczniejsze. Nie może być tak, że my wszystko zostawiamy wolnemu rynkowi. A problemem dla rynku jest wolna amerykanka. Oni kupują kiedy chcą i za ile chcą, a my sadzimy ile chcemy i kiedy chcemy. To jest błąd i to jest główna przyczyna tego cyklu koniunkturalnego. - mówił prezes Związku Sadowników.

- W środowisku brakuje wspólnoty. Można być w różnych związkach i stowarzyszeniach, ale pewne działania powinny być wspólne i przeprowadzane razem. - dodawał Maliszewski 

Jak mówił kiedyś tak było, ale obecnie plantatorzy są podzieleni. Pokazał to ten sezon, kiedy jedni strajkowali a inni decydowali się oddawać owoce na skup. Podzielił też środowisko temat dopłat: jedni się cieszyli, że mogą sprzedać drożej, podczas gdy część uprawiających malinę podkreślała, że nawet cena z dopłatą nie pokrywa kosztów jakie ponoszą w ciągu sezonu.
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Krasnik24.pl




Reklama